Minął drugi rok zapuszczania włosów, a ja nie mogę pochwalić się imponującą długością. Cieszę się jednak, że odbiłam się od granicy "włosów do ramion".
Przez pierwszy rok zapuszczania (2015 - podsumowanie) ciągle wracałam do włosów długości do ramion. Uważałam, że są zniszczone i wymagają podcięcia. Z perspektywy czasu wiem, że to był błąd. Taki sam błąd popełniłam w drugim roku zapuszczania, w kwietniu 2016r. - znów ścięłam włosy do ramion. Niemal od razu pożałowałam tego kroku i dało mi to do myślenia. Mniej więcej wtedy też, za radę koleżanek Włosomaniaczek podjęłam decyzję o "zapuszczaniu na siłę"; czyli przede wszystkim nie oglądaniu włosów z każdej możliwej strony i nie wynajdywaniu rozdwojonych końcówek. Postanowiłam wtedy też nie podcinać włosów przez pół roku, ostatecznie okres ten przedłużyłam do 8 miesięcy. Uważam, że był to świetny pomysł. Z perspektywy czasu wiem, że najbardziej niszczą się... włosy długości do ramion; gdy przetrwa się tą barierę, jakoś łatwiej nad nimi zapanować.
Przez pierwszy rok zapuszczania (2015 - podsumowanie) ciągle wracałam do włosów długości do ramion. Uważałam, że są zniszczone i wymagają podcięcia. Z perspektywy czasu wiem, że to był błąd. Taki sam błąd popełniłam w drugim roku zapuszczania, w kwietniu 2016r. - znów ścięłam włosy do ramion. Niemal od razu pożałowałam tego kroku i dało mi to do myślenia. Mniej więcej wtedy też, za radę koleżanek Włosomaniaczek podjęłam decyzję o "zapuszczaniu na siłę"; czyli przede wszystkim nie oglądaniu włosów z każdej możliwej strony i nie wynajdywaniu rozdwojonych końcówek. Postanowiłam wtedy też nie podcinać włosów przez pół roku, ostatecznie okres ten przedłużyłam do 8 miesięcy. Uważam, że był to świetny pomysł. Z perspektywy czasu wiem, że najbardziej niszczą się... włosy długości do ramion; gdy przetrwa się tą barierę, jakoś łatwiej nad nimi zapanować.
Już na początku stycznia skróciłam włosy o kilka centymetrów. Uważałam, że końcówki są mocno rozdwojone i należy im się podcięcie. W styczniu i marcu piłam Triphalę, która z pewnością wpłynęła na szybszy wzrost włosów.
II KWARTAŁ
W kwietniu znów podcięłam włosy, niestety do długości do ramion. W czerwcu podjęłam jedną z lepszych włosowych decyzji - zapuszczam grzywkę! Prawie przez cały kwartał piłam Triphalę lub łykałam Ashwagandhę. Oleje systematycznie lądowały na moich włosach raz w tygodniu.
III KWARTAŁ
Wyjątkowo w wakacje nie miałam większych włosowych problemów - układały się całkiem nieźle. Suplementy przyjmowałam tylko w lipcu, wtedy też ostatni raz regularnie olejowałam włosy. W sierpniu i wrześniu miałam coraz mniej czasu i chęci na pielęgnacje. Trzymałam się jednak zdrowych nawyków.
IV KWARTAŁ
Jesień i zima to również trudne okresy dla włosów - wiatr i mróz nie sprzyjają ładnym fryzurom. Jako wielbicielka rozpuszczonych włosów odkryłam jednak fryzurę, w której czułam się w miarę dobrze - warkocz na bok- nie raz to uczesanie ratowało moją fryzurę. W ostatnim kwartale również nie stosowałam żadnych suplementów, natomiast starałam się wrócić do regularnego olejowania. Nadal trzymałam się "zapuszczania na siłę".
II KWARTAŁ
W kwietniu znów podcięłam włosy, niestety do długości do ramion. W czerwcu podjęłam jedną z lepszych włosowych decyzji - zapuszczam grzywkę! Prawie przez cały kwartał piłam Triphalę lub łykałam Ashwagandhę. Oleje systematycznie lądowały na moich włosach raz w tygodniu.
Wyjątkowo w wakacje nie miałam większych włosowych problemów - układały się całkiem nieźle. Suplementy przyjmowałam tylko w lipcu, wtedy też ostatni raz regularnie olejowałam włosy. W sierpniu i wrześniu miałam coraz mniej czasu i chęci na pielęgnacje. Trzymałam się jednak zdrowych nawyków.
IV KWARTAŁ
Jesień i zima to również trudne okresy dla włosów - wiatr i mróz nie sprzyjają ładnym fryzurom. Jako wielbicielka rozpuszczonych włosów odkryłam jednak fryzurę, w której czułam się w miarę dobrze - warkocz na bok- nie raz to uczesanie ratowało moją fryzurę. W ostatnim kwartale również nie stosowałam żadnych suplementów, natomiast starałam się wrócić do regularnego olejowania. Nadal trzymałam się "zapuszczania na siłę".
Nie osiągnęłam co prawda swojego włosowego celu na rok
2016, czyli zapuszczenia włosów do linii od zapięcia stanika, jednak
sama jestem sobie winna - poza zbyt dużym podcięciem w kwietniu, nie
byłam też wytrwała w stosowaniu metod przyśpieszających porost włosów.
Cieszę się jednak, że odbiłam się od tej mojej nieszczęsnej granicy "włosów do ramion".
Na początku stycznia postanowiłam udać się do salonu fryzjerskiego, na podcięcie końcówek. Bardzo bałam się, że fryzjerka podetnie mi za dużo włosów i znów wrócę do długości do ramion. Długo zastanawiałam się do którego salonu powinnam pójść i na szczęście wybrałam bardzo dobrze. Włosy zostały skrócone o 1cm, maszynką, na stojąco - a sama fryzjerka powiedziała, że "więcej nie trzeba". Po 8 miesiącach wystarczyło podciąć tylko o 1cm - domyślacie się, jak mnie to ucieszyło. Włosy zostały skrócone o niewiele, natomiast ja różnicę widzę ogromną - układają się bardzo ładnie i w ogóle są ostatnio miłe i śliskie w dotyku. Aż chce się o nie jeszcze bardziej dbać ;)
Dzięki temu, już na początku 2017 roku mogę pochwalić się dłuższymi włosami w ciągu tych dwóch lat - i co najważniejsze - znów, przez co najmniej pół roku nie zamierzam ich podcinać!




