sobota, 11 listopada 2017

KOSMETYKI SCHWARZKOPF: CAVIAR I OMEGA OIL

Produkty Schwarzkopf z serii Essence Ultime Caviar + Hair Renew Essence Ultime Omega Oil + wpadły w moje ręce dzięki wygranej w zeszłorocznym konkursie u Blond Hair Care. Pamiętam, że pierwsza paczka z kosmetykami przyszła w Mikołajki, a druga tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. Kosmetyki były zapakowane w eleganckie pudełko i wizualnie wyglądały świetnie.

Kawior w produktach marki Biovax dobrze działał na moje włosy, dlatego tym bardziej byłam ciekawa jak sprawdzą się nowe produkty Schwarzkopf z kawiorem.
Wszystkie produkty z tej serii zawierają ekstrakt z kawioru i esencję perły. Seria dostępna jest w sieciówkach, np. Rossmann czy Superpharm, koszt jednego produktu kształtuje się w granicach 20zł. W Rossmannie ostatnio widywałam często w promocji. 

SZAMPON Essence Ultime Caviar + Hair Renew
Na pierwszy ogień poszedł szampon - przede wszystkim dobrze się pienił, a także domywał włosy (to u mnie dwa najważniejsze punkty w ocenie szamponu). Jest to silny oczyszczający szampon, który stosowałam na przemian z łagodniejszym. Jeśli chodzi o szampony jestem wybredna - ten co prawda nie skradł mojego serca, ale jest przyzwoity.
ODŻYWKA Essence Ultime Caviar + Hair Renew
Do proteinowych odżywek podchodzę bardzo ostrożnie: nie mogę używać ich na co dzień ponieważ szybko dorobiłabym się obciążenia i ekstremalnej suchości włosów. Ale proteiny świetnie sprawdzają się podczas emulgowania oleju na moich włosach lub okazjonalnie, gdy włosy są zbyt nawilżone. Ta odżywka spełniła moje oczekiwania.
MASKA Essence Ultime Caviar + Hair Renew
Następnym produktem, który testowałam była maska  - otworzyłam ją w momencie w którym potrzebowałam czegoś zawierającego proteiny. Maska sprawdziła się na moich włosach najlepiej z całej serii! Po jej użyciu zawsze były miękkie w dotyku, nawilżone i błyszczące. Co ważne - nie obciążała moich cienkich włosów i ułatwiała rozczesywanie. Już kupiłam jej kolejne opakowanie ;)
SERUM Essence Ultime Caviar + Hair Renew
Po wielozadaniowe serum z tej linii sięgnęłam w momencie, w którym skończyłam używać wychwalane przeze mnie serum Kerastase. Byłam ciekawa jak nowość Schwarzkopf sprawdzi się na moich włosach i czy spełni swoją funkcję. Średnio podoba mi się tylko opakowanie, gdyż często wyleję na dłoń zbyt dużo produktu. Używałam je przez kilka miesięcy, ale ostatecznie nie byłam zadowolona - na moich włosach było mnóstwo rozdwojeń i miałam wrażenie, że nie zabezpiecza włosów należycie.
Cieszę się, że miałam okazję przetestować tą linię Schwarzkopf, bo pewnie sama nie wpadłabym na to, by kupić te kosmetyki (głównie pewnie z powodu nastawienia na naturalną pielęgnację i miłość do firmy Biovax). Tymczasem okazało się, że produkty fajnie sprawdziły się na moich włosach - teraz jestem już pewna, że kawior to dodatek, który kochają moje włosy.

Z otwarciem emolientowej wersji Schwarzkopf trochę zwlekałam. Myślę, że dlatego, iż mam już swoje ulubione emolientowe produkty ;)
Wszystkie produkty z tej serii zawierają esencję perły, pantenolu, wzbogaconej proteiny i keratyny oraz olejek omega.

SZAMPON Essence Ultime Omega Oil +
Pierwsze co muszę napisać o tym szamponie to to, że przez pomyłkę używałam go... jako odżywki ;) Byłam pewna, że wyjmuję z szafy odżywkę (kompletnie wypadło mi z głowy, że już ją zużyłam dużo wcześniej!) i przez kilka dni po umyciu włosów szamponem, nakładałam na końce.. drugi szampon ;) Zamiast spojrzeć na opakowanie dziwiłam się, że odżywka się tak pieni ;) Gdy już odkryłam, że to jednak szampon i służy do mycia włosów - nie przypadł mi do gustu. Niby nic złego w nim nie yło, ale jakoś mi nie pasował.

ODŻYWKAEssence Ultime Omega Oil +
Odżywka, która ani nie szkodziła moim włosom ani nie powodowała efektu "wow". Zużyłam do końca, ale sama chyba już jej nie kupię. Dla mnie, taki średniak.

MASKA Essence Ultime Omega Oil +
Przeważnie używam masek, które zawierają proteiny, dlatego ta maska trochę musiała odczekać nim zdecydowałam się ją zużyć. Gdy włosy potrzebowały nawilżenia, trzymałam ją jakieś 30 minut i spełniała swoje zadanie. Sprawdzała się również do emulgowania oleju.

SERUM Essence Ultime Omega Oil +
Zniechęcona serum z kawiorem nie zdecydowałam się na używanie tego kosmetyku. Oddałam koleżance.
Myślę, że linia z kawiorem bardziej spełniła moje oczekiwania. Do maski - na pewno wrócę. Znajdzie produkty z tych serii?

niedziela, 29 października 2017

PODSUMOWANIE PAŹDZIERNIKA

Nadszedł czas na kolejne podsumowanie miesiąca, jednocześnie mam nadzieję, że wkrótce zmieni się to, iż tylko z tej okazji będę pisała. W październiku do pielęgnacji dołączyłam wreszcie suplementację - codziennie piłam herbatę ze skrzypu i pokrzywy (no, może ominęłam niechcący kilka dni), a także włączyłam suplementację witaminami - magnez i witaminę B. Na suplementy zdecydowałam się z powodu nadmiernego wypadania włosów - niestety wypadają nadal, ale myślę, że organizm potrzebuje po prostu więcej czasu na regenerację. 
Muszę jeszcze wspomnieć o ostatnich zmianach dotyczących farbowania ;) Pod koniec września pofarbowałam włosy po raz pierwszy henną w odcieniu ciemny brąz. Kolor wyszedł ładny, dlatego po miesiącu postanowiłam powtórzyć farbowanie. Zdjęcie poniżej przedstawia włosy po pierwszym zmyciu henny. Nie jest to mój wymarzony zimny brąz, ale ten kolor również podoba mi się i chyba na razie przy nim zostanę.


SZAMPON:
  • Yves Rocher Volume
  • Sylveco Balsam myjący z betuliną
 ODŻYWKA:
  • Biovax BB, keratyna i jedwab
MASKA:
  • Biovax, Diamond
OLEJ:
  • mango
  • Amla
ZABEZPIECZANIE:
  • L'Oreal Mythic Oil
SUPLEMENTY:
  • skrzypokrzywa
  • Chela Mag B6

niedziela, 1 października 2017

PODSUMOWANIE WRZEŚNIA

Pod koniec sierpnia podcięłam włosy o jakieś 2 cm dzięki czemu we wrześniu nie narzekałam ani na ich kondycję ani na układanie się. Jak zwykle cały miesiąc nosiłam je rozpuszczone, a na palcach jednej ręki można policzyć dni, w które je wiązałam. Niestety farbowanie na które zdecydowałam się na początku miesiąca nie spełniło moich oczekiwań - kolor wypłukał się błyskawicznie.. Kolejny raz zamiast wymarzonych ciemno brązowych włosów o chłodnej tonacji zostałam z jasnymi, miodowymi włosami, tym razem na całej długości. Nie chcę wracać do chemicznego farbowania ze względu na niszczenie włosów. Zdecydowałam się wiec wypróbować hennę, sama jestem ciekawa efektów i mam nadzieję, ze to będzie dobry wybór.
Jeśli chodzi o kosmetyki, jakich używałam w tym miesiącu to wreszcie skusiłam się na keratynową odżywkę Biovax BB (oczywiście to kolejny produkt tej firmy, który pokochałam). Zaopatrzyłam się także w olej Amla, do którego jak na razie mam mieszane uczucia - strasznie mi po nim śmierdzą włosy, nawet po umyciu czuję jego zapach. Muszę rozejrzeć się także za nowym serum na końcówki, ponieważ z obecnego serum nie jestem do końca zadowolona. Czym obecnie zabezpieczacie końcówki włosów albo co jest Waszym hitem?


SZAMPON:
  • Yves Rocher Volume
  • Sylveco Balsam myjący z betuliną
 ODŻYWKA:
  • Biovax BB, keratyna i jedwab
MASKA:
  • Biovax, Diamond
OLEJ:
  • mango
  • Amla
ZABEZPIECZANIE:
  • serum Schwarzkopf Cavair+ Hair Renew
SUPLEMENTY:
  • brak

środa, 13 września 2017

WŁOSY NA WAKACJACH

Jesień zbliża się wielkimi krokami, za oknem szaro- buro, a wspomnienia wakacji wciąż świeże ;) Letnie miesiące to czas w którym najczęściej związuję włosy. Zarówno podczas upalnych dni, jak i górskich wędrówek, które uwielbiam - wygodniej jest upinać włosy. Poniżej kilka fryzur, które najczęściej noszę. Niestety nie mam zbyt wielu umiejętności w zaplataniu warkoczy, dlatego większość została zrobiona rękoma mojej koleżanki, która pięknie zaplata. A Wy, jak lubicie się czesać?

sobota, 2 września 2017

3 LATA BEZ FARBOWANIA WŁOSÓW

We wrześniu mijają trzy lata bez farbowania włosów. Czas minął bardzo szybko, a ja przezwyciężyłam wiele kryzysów związanych z powrotem do naturalnego koloru włosów. Nigdy jednak nie żałowałam podjętej przez siebie decyzji. 

Mój odrost nigdy nie rzucał się jakoś specjalnie w oczy. Owszem był, ale raczej nie zwracał na siebie uwagi. Bardzo lubiłam ten chłodny, zimny brąz, którego było coraz więcej na moich włosach. Nie przepadałam natomiast za jaśniejszym, ciepłym dołem, który był pozostałością po farbowaniu na rudo. 
Z biegiem czasu włosy rosły, a kolory coraz bardziej zlewały się ze sobą. Po trzech latach, granica między naturalkami, a farbowanymi włosami była właściwie niemożliwa do uchwycenia. Okazało się jednak, że moje włosy nie są w wymarzonym kolorze - mysiego, chłodnego brązu. O ile odrosty początkowo były dużo ciemniejsze, tak z biegiem czasu ulegały rozjaśnieniu przez słońce. Na nic zdawały się próby naturalnego przyciemniania włosów: kosmetykami zawierającymi w składzie olej rycynowy, regularnym stosowaniem oleju z orzechów czy płukankami z ziół lub kawy.
Coraz częściej zastanawiałam się czy naturalne włosy są właśnie tymi, które chcę mieć. Przecież zawsze marzyłam o włosach w zimnym, naturalnym jednolitym i brązowym odcieniu, tymczasem miałam włosy w kolorze ciepłego, jasnego brązu. Nie tego oczekiwałam. Nie żałuję trzech lat powrotu do naturalnego koloru, moje włosy w tym czasie odżyły, zdecydowanie są teraz w lepszej kondycji. Ale... tak, zdecydowałam się pofarbować włosy. Wybrałam sprawdzoną farbę, której byłam pewna - Color&Soin 5N, jasny szatyn. Wiedziałam, że uzyskam po niej dokładnie taki kolor, jaki chciałam. Po lewej stronie włosy przed farbowaniem, po prawej już po nałożeniu farby. Uzyskałam dokładnie taki kolor, jaki chciałam.

niedziela, 20 sierpnia 2017

PODSUMOWANIE LIPCA I SERPNIA

W lipcu w ogóle nie zdążyłam zrobić włosowego podsumowania, tymczasem przychodzę do Was dwa tygodnie przed końcem kolejnego miesiąca, z podsumowaniem ostatnich dwóch miesięcy. Dlaczego już? Moje włosy przejdą metamorfozę, ale więcej zdradzę w najbliższym czasie... ;)
Słoneczne miesiące są zawsze trudne dla moich włosów. Upały nie sprzyjają dobrej kondycji włosów, a ja często marudzę na ich wygląd. W lipcu i sierpniu używałam sprawdzonych produktów, a także wypróbowałam dwa nowe produkty, które sprawdziły się całkiem fajnie: odżywka Goodbye Domagage i olej do włosów średnioporowatych mango od Anwen.
Jak widać na ostatnim zdjęciu, moje końcówki potrzebują nożyczek. Nie dokonam drastycznych zmian, zamierzam podciąć 1-2cm, by je wyrównać i odświeżyć. 

WŁOSY W LIPCU
WŁOSY W SIERPNIU
SZAMPON:
  • Yves Rocher Volume
  • Sylveco Balsam myjący z betuliną
 ODŻYWKA:
  • Fructis, Goodbye Domagage
  • Schwarzkopf, Hair Renew
MASKA:
  • Biovax, Diamond
OLEJ:
  • mango
ZABEZPIECZANIE:
  • serum Schwarzkopf Cavair+ Hair Renew
SUPLEMENTY:
  • brak

niedziela, 9 lipca 2017

PODSUMOWANIE MIESIĄCA - CZERWIEC

Coraz częściej wydaje mi się, że straciłam serce do tego miejsca.. Mam wyrzuty sumienia, że tak rzadko zaglądam na Wasze blogi, a od dłuższego czasu jedynymi postami jakie tu publikuje to podsumowania miesiąca, w których praktycznie nic się nie zmienia poza długością włosów. W wersjach roboczych pozaczynane posty, których nie potrafię dokończyć. Ostatnio mam mało czasu, zmieniłam kilka rzeczy w najbliższym otoczeniu i może jestem zwyczajnie zmęczona? Może powinnam oddychnać od tego miejsca i za jakiś czas może uda mi się wrócić z nowymi siłami i chęciami.. Zdrowe nawyki dotyczące pielęgnacji włosów ze mną zostają, ale są bardziej rutyną niż przyjemnością.

SZAMPON
  • Yves Rocher Volume
  • Sylveco Balsam myjący z betuliną
ODŻYWKA:
  • Garnier avokado i masło karite
MASKA:
  • Biovax, Diamond
OLEJ:
  • z orzechów włoskich
ZABEZPIECZANIE:
  • serum Schwarzkopf Cavair+ Hair Renew
SUPLEMENTY:
  • brak



niedziela, 18 czerwca 2017

Zmiany w dbaniu o włosy

Wiem, że w ostatnim czasie jest mnie bardzo mało na blogach, ale mój wolny czas został mocno ograniczony. Nadal jednak lubię dbać o włosy i do Was zaglądać ;) Choć od początku "włosomaniactwa" dużo zmieniło się w moim podejściu do włosów.

Mysie włosy są super.
Przez wiele lat farbowałam włosy w poszukiwaniu idealnego odcienia. Przygodę z farbowaniem rozpoczęłam krótko po skończeniu gimnazjum. Z jakiego powodu? Uważałam wtedy, że mam brzydki kolor włosów, który niczym się nie wyróżnia. Byłam przecież szatynką, więc nie mogłam mieć ładnego koloru. I tak właśnie rozpoczęła się cała machina poszukiwania wymarzonego odcienia włosów. Po latach jednak okazało się, że to co jest naturalne, jest najlepsze.
Gdy zakładałam tego bloga byłam zakochana w mysich włosach. Stąd też wziął się pomysł na nick. "Souris", to nic innego jak po francusku mysz ;) Po ponad dwa i pół roku zapuszczania naturalnego koloru moja fascynacja wcale nie zmniejszyła się - nadal uwielbiam naturalne, myszowate odcienie.
Jeszcze nie wróciłam w pełni do naturalnego odcienia, ale jest go już zdecydowanie więcej niż farbowanej części. Wypłukane, rude końce przestały mi nawet przeszkadzać. W naturalnych włosach fajne jest to, że kolor w różnym świetle wychodzi inaczej, czasem ciężko go uchwycić.

Szampon do włosów nie musi być mocny.
Bardzo długo nie wyobrażałam sobie mycia włosów łagodnym szamponem - wiele razy próbowałam przekonać się do łagodnych myjadeł, ale nigdy nie byłam z nich zadowolona -nie czułam wystarczającej świeżości włosów. Po latach prób jednak dotarłam do momentu, w którym mogę przez kilka dni z rzędu myć włosy łagodnym szamponem. Początkowo używałam mocnego i łagodnego szamponu na zmianę, z biegiem czasu coraz częściej wydłużałam przerwę od silniejszego szamponu. Myślę, ze zarówno ja jak i moje włosy potrzebowaliśmy przyzwyczajenia się do łagodnego szamponu- cieszę się ze wreszcie się to udało, choć zajęło mi to dużo czasu ;)

Mogę nosić związane włosy.
Kiedyś nosiłam włosy wyłącznie rozpuszczone, bo w takich czułam się najlepiej. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, ze podczas bad hair days, kiedy musiałam związać włosy czułam się fatalnie: byłam zła i rozdrażniona. Obecnie nadal wole siebie w rozpuszczonych włosach, ale nie nosze ich na sile rozpuszczonych. Gdy włosy maja gorszy dzień po prostu je związuje i już nie powoduje to mojego gorszego nastroju. Myślę, że ten punkt wynika po prostu z zaakceptowania siebie ;)

 
Nie muszę myć codziennie włosów.
Kiedyś, nawet gdy cały dzień spędzałam w domu lub gdy leżałam w łóżku chora czy tez zaspałam i nie miałam czasu - i tak musiałam umyć włosy. Nie było opcji żebym wyszła w nieumytych włosach na zewnątrz czy żebym w ogóle poruszała się po domu w nieświeżych włosach. Obecnie nadal z zasady myje włosy codziennie, ale nie jest to już tak restrykcyjne. Potrafię nie umyć jednego dnia włosów i nawet wyjść tak do sklepu - nie czując się przy tym źle. Jeszcze jakiś czas tamu było to w ogóle nie do pomyślenia ;)

Zdrowe odżywianie to podstawa.
W całej swojej historii zapuszczania włosów i próbowania różnych suplementów przyśpieszających porost włosów nie osiągnęłam tak dobrego wyniku w przyroście jak podczas.. picia koktajlu z pietruszki! Koktajl piłam systematycznie przez cały kwiecień, w maju i czerwcu nie stosowałam już żadnych suplementów. Tymczasem zdjęcie po lewej stronie zostało zrobione 7 maja, a to po prawej stronie - 9 czerwca! Jestem bardzo zaskoczona tak dużym przyrostem i mi samej jest w niego ciężko uwierzyć ;) Myślę jednak, że mogę ten przyrost zawdzięczać właśnie koktajlowi z pietruszki, który przecież zawiera wiele cennych właściwości.

Moje włosy wreszcie urosły.
Długo nie potrafiłam odbić się od granicy włosów do ramion. Usilnie chciałam zapuścić włosy, jednak widząc zbyt wiele rozdwojeń od razu biegłam do fryzjera. Nie raz z 1 cm robiło się 5 cm, a ja cofałam się z zapuszczaniem o kilka miesięcy. Jakiś czas temu jednak zawzięłam się i nie podcinałam włosów przez 8 miesięcy. Uważam to za przełom, ponieważ dzięki temu udało mi się zapuścić dłuższe włosy. Okazało się, że włosy długości do ramion najszybciej się niszczyły - końcówki ocierały się o ramiona, szalik i w ten sposób dużo częściej i mocniej ulegały rozdwojeniom. Teraz, gdy włosy urosły już nie niszczą się tak mocno i szybko - niestety nadal zauważam u siebie rozdwojone końcówki, które czasem sama podcinam nożyczkami, jednak znów planuję przetrzymać włosy i podciąć je dopiero po lecie.

sobota, 27 maja 2017

PODSUMOWANIE MIESIĄCA - MAJ

Majowa pielęgnacja włosów minęła klasycznie, bez większych zmian i wpadek. Jak zwykle włosy nosiłam rozpuszczone, jednak nie zwracałam na nie zbyt wiele uwagi. Starałam się jednak suszyć je wyłącznie zimnym nawiewem i myślę, że latem będzie udawało mi się to zdecydowanie częściej ;)



SZAMPON
  • Yves Rocher Volume
  • Sylveco Balsam myjący z betuliną 
W maju głównie myłam włosy balsamem Sylveco. Najczęściej nakładałam odżywkę przed myciem, następnie zmywałam ją balsamem. Oczywiście czasem też odżywkę nakładałam na koniec mycia. Ta metoda sprawdziła się na tyle fajnie, że tylko kilka razy w miesiącu czułam potrzebę użycia silniejszego szamponu (YR). Cieszę się, że coraz bardziej przekonuje się do łagodniejszego mycia włosów zachowując przy tym ich świeżość.

ODŻYWKA:
  • Fructis, Oleo Repair
Odżywkę kupiłam kiedyś na szybko podczas zakupów w Rossmannie, ale myślę, że już do niej nie wrócę. Opakowanie wystarczyło mi jedynie na miesiąc, było średnio wygodne, a sama odżywka nie rzuciła mnie na kolana.


MASKA:
  • Biovax, Keratyna i jedwab
W maju wykończyłam maskę Biovax, nie mam w tej chwili żadnego proteinowego zapasu w maskach, więc myślę, że w kolejnym miesiącu do emulgowania oleju zużyję odżywkę keratynową Schwarzkopf. Maskę keratyna i jedwab używałam w dni, w które olejowałam włosy.

OLEJ:
  • z orzechów włoskich
Raz w tygodniu nakładałam na włosy olej z orzechów włoskich, to już u mnie rutyna ;)

ZABEZPIECZANIE:
  • serum Schwarzkopf Cavair+ Hair Renew
Nadal zabezpieczam końcówki włosów serum Schwarzkopf.

SUPLEMENTY:

Po kwietniu, miesiącu intensywnej zdrowej koktajlowej diety w maju totalnie odpuściłam suplementowanie. Wyrobiłam w sobie jednak zdrowe, żywieniowe nawyki więc myślę, że mój organizm był mi trochę wdzięczny. Mogłabym co prawda odpuścić jedzenie czekolady, ale... dopóki moja waga nie pokazuje niepożądanych cyfr nie mam w sobie wystarczającej motywacji ;)

poniedziałek, 15 maja 2017

PODSUMOWANE MIESIĄCA - MARZEC I KWIECIEŃ

Już połowa maja, a ja jeszcze nie zdążyłam opublikować marcowego i kwietniowego podsumowania pielęgnacji!  W ramach wyjaśnienia napiszę tylko, że od początku roku bardzo dużo zmieniło się w moim życiu i teraz, gdy już uporządkowałam kwestie osobiste i zdrowotne to zmieniam te służbowe. Cóż.. niewątpliwie rok 2017 zapamiętam na całe życie. Mam jedynie nadzieję, że stres, który nie chce się ode mnie odczepić ;) nie odbije się na moich włosach. Staram się zdrowo odżywiać, ale myślę, że same wiecie, jak emocje wpływają na organizm. Cóż na razie jednak niepokojących objawów na szczęście nie widzę ;)
Marcowa pielęgnacja włosów minęła klasycznie, czyli spokojnie trzymałam się swojego pielęgnacyjnego, minimalnego planu nie próbując nowości. W kwietniu natomiast zapisałam się do akcji "30 dni dla włosów", dzięki czemu moja pielęgnacja była bardziej bogata. Włosy układały się  przyzwoicie, oczywiście miały swoje gorsze i lepsze dni- ale w ostatnim czasie na nie nie narzekam. Grzywka dalej rośnie, a ja w zależności od kaprysu, czasem noszę przedziałek na środku głowy, innym razem zaczesuję go na bok lub zakładam grzywkę za ucho.

SZAMPON
  • Yves Rocher Volume
  • Sylveco Balsam myjący z betuliną 
  • Schwarzkopf Cavair+ Hair Renew
W marcu zużyłam opakowanie Balsamu myjącego z betuliną, który spisywał się naprawdę super. W kwietniu miałam w planach używać szamponu Schwarzkopf Caviar, a następnie kupić nowe opakowanie balsamu, ale nie wytrzymałam widząc przypadkiem w drogerii Sylveco - oczywiście wylądował w moim koszyku ;) Tym sposobem w kwietniu używałam trzech szamponów.

ODŻYWKA:
  • Biovax BB, avokado i bambus
Lubię wracać do odżywek z serii Biovax BB, ponieważ świetnie sprawdzają się na moich włosach. Wersję avokado i bambus już kiedyś miałam i teraz również- spisała się super. Odżywka wystarczyła mi na dwa miesiące.

MASKA:
  • Biovax Keratyna i jedwab
Po wykończeniu wszystkich masek, które miałam w zapasie postanowiłam kupić proteinową maskę Biovax. Lubię emulgować olej maskami, które zawierają proteiny.

OLEJ:
  • z orzechów włoskich
W marcu nie zmieniłam nic w kwestii olejowania i nadal, nakładałam olej raz tygodniu na suche włosy. Po jakiś dwóch godzinach zmywam go szamponem Yves Rocher. W kwietniu, w związku z zapisaniem się do akcji : 30 dni dla włosów olej z orzechów lądował na moich włosach co trzy- cztery dni. Efekt: ładnie nawilżone włosy. Jednak z perspektywy czasu wiem, że zbyt częste olejowanie nie służy moim włosom - jeszcze kilka takich częstych "olejowań" i zwyczajnie przeciążyłabym włosy.

ZABEZPIECZANIE:
  • serum Schwarzkopf Cavair+ Hair Renew
Zauważyłam, ze moje końcówki nadal rozdwajają się w błyskawicznym tempie i doszłam do wniosku, że może winowajcom jest serum zabezpieczające końcówki. Nadal uważam, że serum Kerastase jest świetne, ale może po prostu po tak długim czasie użytkowania straciło swoje właściwości! W zapasie miałam akurat serum wielozadaniowe Schwarzkopf, które postanowiłam wypróbować. To dopiero dwa miesiące więc nie mogę powiedzieć zbyt wiele - ale na razie wiem, że na pewno nie obciąża włosów.

SUPLEMENTY:
  • Ashwagandha
  • koktajl z pietruszki
  • wcierka Jantar
Po kilku miesiącach przerwy od suplementów wróciłam do wspomagania organizmu od wewnątrz. Wybór padł na Ashwę, którą brałam przez ostatnie dwa miesiące. O właściwościach Ashwagandhy więcej pisałam w tym poście. Koktajl z pietruszki piłam systematycznie przez cały kwiecień. Udało mi się również zużyć wcierkę Jantar, która kurzyła się w mojej szafie od dłuższego czasu.

A jak Wasza pielęgnacja włosów w ostatnich miesiącach? ;)

niedziela, 30 kwietnia 2017

PODSUMOWANIE AKCJI - 30 DNI DLA WŁOSÓW

Udział w akcji 30 dni dla włosów zorganizowanej przez Anwen było genialnym pomysłem! O włosy dbam od dłuższego czasu i wyrobiłam już w sobie zdrowe nawyki, ale w ostatnim czasie brakowało mi motywacji do większego zatroszczenia się o włosy. Takie wspólne akcje, potrafią naprawdę porządnie zmotywować do działania.
W planie było:
  • zużycie wcierki Jantar
  • zażywanie Ashwagandhy
  • picie koktajlu z pietruszki
  • zabezpieczanie końcówek silikonowym serum
  • olejowanie włosów
Czy udało mi się zrealizować plan? Tak, tak i jeszcze raz tak! Z czego niezmiernie się cieszę.

WCIERKA JANTAR
Wcierka kurzyła się już bardzo długo w mojej szafie, a ja robiłam do niej najróżniejsze podchody najczęściej zakończone negatywnym skutkiem. Tym razem było inaczej - udało mi się zużyć opakowanie do końca (miałam niecałe pół butelki).

ASHWAGANDHA
Problemu z zażywaniem Ashwagandhy nie miałam żadnego, nie pominęłam ani jednego dnia. O właściwościach Ashwy możecie poczytać tutaj.

KOKTAJL Z PIETRUSZKI
Szczerze mówiąc nie sądziłam, że koktajl z pietruszki może być taki pyszny! Dzielnie piłam go codziennie, przez trzydzieści dni. Cieszę się, że byłam w tym konsekwentna i nie pominęłam ani jednego dnia. Przez pierwsze dwa tygodnie koktajl składał się z: natki pietruszki, jabłka i cytryny. Po czternastu dniach jednak ta wersja znudziła mi się i zmieniłam skład na: natkę pietruszki, jabłko i banana. W ostatnich dniach do koktajlu dorzucałam kiwi. Koktajl czasem zabierałam do pracy i muszę Wam powiedzieć, że zaraziłam nim współpracowników ;) Podobno jest również smaczny z gruszką, ale ja jeszcze nie próbowałam.
SILIKONOWE SERUM
Serum Szwarzkopf lądowało na moich końcówkach codziennie, to już taki nawyk jak z nakładaniem filtra na twarz ;) - nie wyjdę z domu ani bez nałożenia na końcówki serum ani bez zaaplikowania na buźkę kremu z filtrem.

OLEJOWANIE WŁOSÓW
Olejowanie włosów należy także do moich rutynowych zabiegów - od bodajże trzech lat nakładam olej co najmniej raz w tygodniu i chyba w tym czasie nie miałam żadnej dłuższej przerwy ;) A przynajmniej nie przypominam sobie takiego momentu. W kwietniu jednak udało mi się olejować włosy dwa razy w tygodniu. Z braku wolnego czasu czasem zdarzało mi się nakładać go na całą noc. Z moich obserwacji wynika, że czasem faktycznie można zwiększyć częstotliwość olejowania, które ładnie nawilża i sprawa, że włosy są bardziej błyszczące, ale jednak na dłuższą metę na moich włosach to nie sprawdzi się. Zbyt częste olejowanie przeciąża moje włosy i sprawia, że są smętne. Miesiąc częstszego olejowania był ok, ale teraz już wracam do nakładania oleju raz w tygodniu.
Tak jak już wspominałam na początku postu - jestem bardzo zadowolona z udziału w tej akcji. Cieszę się z mojej systematyczności i myślę, że włosy dostały w tym miesiącu wiele dobrego. Zresztą nie tylko włosy, bo przede wszystkim natka pietruszki jest bardzo zdrowa i zawiera wiele cennych witamin, dlatego myślę, że cały organizm na tym zyskał ;) Dzięki temu zrodził mi się nowy plan na kolejny miesiąc, ale o szczegółach napiszę troszkę później.
Przez miesiąc włosy urosły o 1,2cm. Na początku kwietnia pasmo kontrolne z grzywki miało 19 cm, teraz ma 20,2cm. 

wtorek, 11 kwietnia 2017

SYLVECO BALSAM MYJĄCY Z BETULINĄ

Pierwsze opakowanie Balsamu myjącego z betuliną marki Sylveco wpadło w moje ręce dość dawno i nic wtedy nie zapowiadało, że ten szampon stanie się moim hitem! Tymczasem, zużyłam już kolejne opakowanie i zapewne kupię następne.
Jestem przewrażliwiona na punkcie czystości włosów, które myję codziennie i to w dodatku silnym szamponem (zawierającym w składzie ALS). Próbowałam to zmienić i znaleźć delikatniejszy odpowiednik, jednak wszystkie moje próby polubienia się z łagodnym szamponem kończyły się niepowodzeniem, aż do momentu trafienia na Balsam Sylveco. Na początku używałam mocniejszego i słabszego szamponu na zmianę, od niedawna myję łagodniejszym szamponem dwa, trzy dni z rzędu, a nawet przymierzam się do próby mycia włosów co dwa dni.

Balsam myjący z betuliną ma wiele plusów, przede wszystkim lubię go za jego delikatny skład, który nie ma prawa wysuszać włosów. 

Bardzo ładnie się pieni, co zdecydowanie ułatwia mycie włosów. Odkąd panuje moda na kosmetyki naturalne jest go zdecydowanie łatwiej kupić - nie tylko w internetowych drogeriach i aptekach, ale również w zielarniach, których jest coraz więcej. Jest dość drogi za 300 ml zapłacimy około 28zł, ale jest też plus - jest bardzo wydajny. Niewielka ilość naprawdę ładnie umyje nam włosy. Nie plącze ich, a wręcz przeciwnie - ułatwia rozczesywanie włosów. To jeden z niewielu szamponów, którym można umyć włosy, nie nałożyć odżywki, a one i tak są nawilżone i wyglądają ładnie. Jest delikatny, łagodny i nie obciąża włosów. Dla mnie ten szampon jest naprawdę bardzo dobry i uwielbiam do niego wracać - mimo, że nie odważę się zmywać nim oleju. Zdaję sobie jednak sprawę, że jestem po prostu wybredna i wiele osób używa tego szamponu i codziennie i z powodzeniem zmywa nim oleje.

Cieszę się, że wreszcie trafiłam na łagodny szampon, z którego jestem zadowolona i po którym mam uczucie świeżości i domycia włosów. Balsam Sylveco, obok szamponu Yves Rocher Volume jest moim ulubieńcem. 

czwartek, 6 kwietnia 2017

ASHWAGANDHA

Ashwagandha to popularne przede wszystkim w medycynie ajurwedyjskiej zioło, które ma wiele cennych właściwości. Pierwszy raz usłyszałam o nim jakiś rok temu, od moich koleżanek zainteresowanych naturalną medycyną. Dziewczyny bardzo zachwalały ten suplement, dlatego postanowiłam go wypróbować, a że spisał się świetnie - co jakiś czas do niego wracam.
Ashwagandha zwana jest inaczej indyjskim żeń szeniem, rośnie przede wszystkim w Indiach, jest krzewem, który osiąga do 150 cm wysokości, ma zielone kwiaty oraz czerwone owoce (jagody). Wykorzystywane są przede wszystkim korzeń oraz owoc.

Ashwagandha ma wszechstronne i pozytywne zastosowanie dla całego organizmu, dlatego lubię sięgać po ten suplement. 
  • Przyśpiesza porost moich włosów, sprawia, że są mocniejsze i powoduje wysyp babyhair.
  • Wzmacnia układ odpornościowy, dodaje sił i energii. Chroni organizm i działa przeciwzapalnie.
  • Zwiększa wydolność fizyczną, dlatego też polecana jest sportowcom.
  • Wspomaga układ nerwowy - przydatna jest w stanach zwiększonego stresu. Działa uspokajająco i wyciszająco, stabilizuje emocje,  pomaga zapewnić zdrowy sen oraz poprawia pamięć i koncentrację.  
  • Działa odmładzająco - spowalnia procesy starzenia się i opóźnia siwienie włosów. 
  • Reguluje układ hormonalny, polecana jest przy problemach z tarczycą. 
Zawsze wybieram sprawdzonego producenta. Ze względu na silniejsze działanie decyduję się na ekstrakt z korzenia Ashwagandhy - firmy Swanson (jedna kapsułka zawiera 250mg i jest to zalecana dzienna dawka).

sobota, 1 kwietnia 2017

30 DNI DLA PIĘKNYCH WŁOSÓW

Gdy zobaczyłam akcję u Anwen  30 dni dla pięknych włosów, w pierwszej chwili pomyślałam, że nie będę brała w niej udziału, bo przecież już jakiś czas temu wyrobiłam w sobie zdrowe, pielęgnacyjne nawyki. Później jednak, uświadomiłam sobie, że mogę zrobić coś więcej. Coś, co zawsze chodziło mi po głowie, a nigdy nie miałam w sobie wystarczającej motywacji. 
Mam na myśli tu przede wszystkim wcierki. Jantar już od dłuższego czasu leży w szafie, a ja raz po raz spoglądam na niego obiecując, że może tym razem uda mi się nakładać go na skórę głowy. Oczywiście moja motywacja opada po jednym dniu, rzadziej z powodu braku czasu, a zdecydowanie częściej ze zwykłego lenistwa czy zapominalstwa. 30 dni to nie dużo, a jeśli będę miała w głowie wspólną akcję, może odczuję większą motywację i dam radę wytrwać w miesięcznym postanowieniu wcierania Jantaru. 

Przeglądając propozycję Anwen dostrzegałam koktajl z pietruszki i wiedziałam od razu, że chcę go wypróbować! W ostatnim czasie dużo kombinuję z zielonymi koktajlami, jak wiadomo pietruszka ma wiele cennych właściwości więc mam nadzieję, że zagęści moje włosy, rozjaśni cerę oraz wpłynie pozytywnie na cały organizm. 

Kwiecień będzie również drugim miesiącem w którym będę brała Ashwagandhę. Zabezpieczanie końcówek silikonowym serum i olejowanie włosów raz w tygodniu również weszły mi już w nawyk, więc po prostu dalej będę trzymała się swoich schematów.

Akcja rozpoczęła się 1 kwietnia i potrwa do 30 kwietnia. Mam nadzieję, że za miesiąc będę mogła pochwalić się ładnym przyrostem, bowiem znów bardzo marzą mi się długie włosy.
Pasmo kontrolne (grzywka): 19 cm
Przyłączyłyście się również do akcji? ;)

wtorek, 21 marca 2017

2,5 ROKU BEZ FARBOWANIA


W marcu minęło dwa i pół roku od ostatniego farbowania włosów. Nawet nie wiem kiedy ten czas zleciał! Z perspektywy czasu wiem, że zapuszczanie naturalek wcale nie było trudne, tzn. najgorsze były początki, o czym już kilkakrotnie wspominałam na blogu. Wtedy to pojawiało się najwięcej wątpliwości i pytań... 
Granica między farbowanymi włosami, a naturalkami jest bardzo trudna do uchwycenia. Włosy od spodu są już całkowicie w naturalnym kolorze, natomiast wierzchnia warstwa, która jest dłuższa - pamięta czasy farbowania na rudo. Ponadto słońce rozjaśnia włosy, co też powoduje stapianie się kolorów. Po przyłożeniu końcówek do czubka głowy - widać dużą różnicę kolorystyczną, ale już przy rozpuszczonych włosach (a takie praktycznie noszę przez cały czas) różnica ta nie rzuca się w oczy, a powiedziałabym nawet, że ma swój urok. Ciemne włosy od spodu mieszają się z rozjaśnionymi końcówkami. Cały efekt wygląda bardzo naturalnie i w zależności od światła czasem różnicy w ogóle nie widać, a  innym razem widać łagodne przejście od ciemnych do jasnych.
Nadal jestem bardzo zadowolona z podjętej dwa i pół roku temu decyzji. Naturalny kolor bardzo mi się podoba i przede wszystkim dobrze się w nim czuję. Natura jednak nie pomyliła się, mogę jedynie żałować, że tak późno zdecydowałam się na powrót do swojego koloru. Przez długi czas szukałam idealnego odcienia swoich włosów, farbując raz na różne kolory, a okazało się, że najbardziej pasuje mi to, co po prostu jest naturalne. Kondycja włosów zdecydowanie poprawiła się, a w dodatku moje wizyty u fryzjera ograniczają się tylko do okazjonalnego podcinania końcówek. Dodatkowo zauważyłam, że moje włosy są bardziej gęste i błyszczące. Zdecydowanie też nie są takie suche, jak były za czasów farbowania.
Obecnie nie widzę już żadnych minusów powrotu do naturalek. Mam nadzieję, że jeszcze długo będę mogła cieszyć się naturalnym kolorem, a siwe włosy będą pojawiały się sporadycznie i jeszcze nie będą rzucały się w oczy.


niedziela, 12 marca 2017

WIOSENNA REGENERACJA!

Już za kilka dni pierwszy dzień wiosny, a to najwyższy czas by obudzić się z zimowego snu i w pełni wrócić do zdrowych nawyków. Gdzieś tam miałam je w głowie, ale w ostatnim czasie inne kwestie zdominowały moje myśli. Na szczęście sprawy, które najbardziej mnie martwiły wyprostowały się. Ostatnie miesiące pełne stresu - mimo wszystko odbiły się na mojej kondycji, obawiam się również  wypadania włosów czy łamania paznokci więc żeby temu zapobiec i w pełni odzyskać utraconą w ostatnim czasie energię zamierzam zadbać o siebie ze zdwojoną siłą.

Nie będzie to rewolucyjny plan wiosennych zmian, a raczej powrót do tego, co kiedyś robiłam oraz uporządkowanie nowości, które już wprowadziłam do swojego życia. 

Plan jest następujący:

1. Woda z cytryną. Codziennie rano, zamiast wielkiego kubka kawy, wracam do picia gorącej wody z cytryną. Kiedyś to był mój rytuał, później o nim zapomniałam i zaczynałam dzień od kawy. Początek przestawienia się będzie trudny, ale dam radę, ponieważ wiem, że to szybko wchodzi w nawyk, a woda z cytryną wypita na czczo ma wiele pozytywnych właściwości. Przede wszystkim wzmacnia organizm, sprawia, że nie choruję oraz działa oczyszczająco. 

2. Woda. Muszę również wrócić do picia większych ilości wody. Właściwie nie piję żadnych napojów gazowanych ani soków, ale w ostatnim czasie zdecydowanie za mało piłam.

3. Słodycze i niezdrowe jedzenie. Przyznaję się bez bicia, że w ostatnim czasie codziennie jadłam czekoladę, a na obiad głównie gotowałam coś na szybko lub odgrzewałam gotowce. Często zdarzało mi się jeść na mieście fast foody. Moja waga co prawda aż tak bardzo na tym nie ucierpiała, ale brakuje mi energii i wiecznie czuję się zmęczona. Wracam do gotowania mniej kalorycznych i zdrowszych potraw, a czekoladkę zostawiam na weekendy. Jestem czekoladomaniaczką, więc nie jestem w stanie z niej całkowicie zrezygnować ;) Częściej będę kombinowała z zielonymi koktajlami: jarmuż, szpinak to same pyszności, które mają wiele cennych właściwości. Muszę natomiast mniej jeść błonnika, moje ulubione płatki zbożowe zamierzam jeść sporadycznie, a nie tak często jak do tej pory.


4. Ashwagandha to suplement, który kiedyś stosowałam, i do którego chciałam wrócić. Przez chwilę myślałam też o Triphali, ale Ashwa jest zdecydowanie wygodniejsza, więc wybrałam łatwiejszą opcję. Nadal zależy mi na długich włosach dlatego też postanowiłam ponownie skorzystać z suplementów, które przyśpieszą porost. Do tego chcę je wzmocnić od środka i zapobiec wypadaniu. Dobrze byłoby zużyć również wcierkę Jantar, która kurzy się w szafie, ale jak siebie znam - wiem, że z tym będzie największy problem.. 

5. Minimalizm w pielęgnacji włosów i kosmetykach. Faza na mnóstwo różnorodnych kosmetyków już mi na szczęście minęła, jednak ostatnio kupowałam produkty do pielęgnacji i włosów i twarzy trochę na oślep. I tak okazało się, że mam trzy odżywki emolientowe i żadnej z proteinami. Podobnie z kremami do twarzy. Wiosenne postanowienie to powrót do: dwóch odżywek, jednego kremu itp. Ale najpierw - muszę zużyć wszystkie zapasy.

6. Siłownia. Od Nowego Roku regularnie chodzę na siłownię. Myślę, że to była jedna z lepszych decyzji w ostatnim czasie: wysiłek fizyczny naprawdę pomaga w problemach i nie jest to przereklamowane. Będąc na siłowni całkowicie wyłączam myślenie, wsłuchuję się w ulubioną muzykę i nie widzę innych ludzi. Myślałam, że zapisuje się tylko na miesiąc - dwa, teraz jednak bieganie i ćwiczenia tak mnie wciągnęły, że postanowiłam podpisać umowę na cały rok. Na siłownię chodzę dwa lub trzy razy w tygodniu i zamierzam się tego nadal trzymać.

7. Rozciąganie to coś o czym często zapominamy. Zdążyłam już złapać niewielką na szczęście kontuzję przez słabe rozciąganie, dlatego zdecydowanie muszę nad nim popracować. Chociaż kilka minut dziennie wyginania się, zdecydowanie powinno pomóc.

Wszystkie powyższe punkty powinny wpłynąć pozytywnie zarówno na przyśpieszenie porostu włosów, wzmocnienie ich oraz odzyskanie sił i pozytywnej energii.
A Wy, macie jakieś wiosenne postanowienia? ;)

wtorek, 28 lutego 2017

PODSUMOWANIE MIESIĄCA - LUTY

Do północy zostały jeszcze niecałe trzy godziny, więc cieszę się, że zdążę opublikować chociaż jeden post w lutym. Mimo, że długo nie było mnie na blogach, nie zapomniałam o dobrych nawykach pielęgnacyjnych, więc zapraszam do małego podsumowania miesiąca.

SZAMPON
  • Yves Rocher Volume
  • Sylveco Balsam myjący z betuliną
Długo nie wytrzymałam bez swojego ulubionego szamponu zwiększającego objętość. Mimo posiadania szamponów w zapasie, YR i tak musi stać na łazienkowej półce. Tak wiem, to już uzależnienie ;) Tradycyjnie, używam go na zmianę z drugim szamponem - nadal próbuję zużyć Balsam myjący Sylveco - jest bardzo wydajny!

ODŻYWKA:
  • Schwarzkopf Essence Ultime Omega Oil
Bardzo przyjemna, emolientowa odżywka, którą nakładam codziennie po umyciu włosów. Nie obciąża, ładnie nawilża, w sam raz do codziennego użytku.

MASKA:
  • Schwarzkopf Essence Ultime Caviar+ Hair Renew
Do emulgowania oleju lubię używać produktów zawierających proteiny. W skład maski Schwarzkopf wchodzi hydrolizat perły i ekstrakt z kawioru, które fajnie wpływają na moje włosy. W ogóle zauważyłam, że kawior bardzo pozytywnie działa na moich włosach. 

OLEJ:
  • z orzechów włoskich
Raz w tygodniu nakładałam na włosy olej z orzechów włoskich - czyli w kwestii olejowania nic się nie zmieniło.

ZABEZPIECZANIE:
  • serum Kerastase 
SUPLEMENTY:
  • brak
Luty był kolejnym stresującym miesiącem w moim życiu, więc cieszę się, że chociaż kondycja włosów zbytnio na tym nie ucierpiała. Nie mam problemów z wypadaniem, poza kilkoma BHD układały się raczej przyzwoicie. Jedynie końcówki włosów były mocno rozdwojone- rozdwojony był prawie każdy włos - dlatego zdecydowałam się na kolejne podcięcie w tym roku. Chyba przez nadmiar innych spraw na głowie nawet nie przejęłam się zbytnio tymi kilkoma centymetrami.. Myślę, że powodem tych mocnych zniszczeń była po prostu zima i zaplątywanie włosów w kurtkę/szalik lub, jak mi ktoś zasugerował - maszynka, którą ostatnio miałam podcinane włosy nie była zbyt ostra. Włosy są w lepszej kondycji i mogę je znów zapuszczać.

A jak Wasza pielęgnacja włosów w lutym? ;)