niedziela, 9 lipca 2017

PODSUMOWANIE MIESIĄCA - CZERWIEC

Coraz częściej wydaje mi się, że straciłam serce do tego miejsca.. Mam wyrzuty sumienia, że tak rzadko zaglądam na Wasze blogi, a od dłuższego czasu jedynymi postami jakie tu publikuje to podsumowania miesiąca, w których praktycznie nic się nie zmienia poza długością włosów. W wersjach roboczych pozaczynane posty, których nie potrafię dokończyć. Ostatnio mam mało czasu, zmieniłam kilka rzeczy w najbliższym otoczeniu i może jestem zwyczajnie zmęczona? Może powinnam oddychnać od tego miejsca i za jakiś czas może uda mi się wrócić z nowymi siłami i chęciami.. Zdrowe nawyki dotyczące pielęgnacji włosów ze mną zostają, ale są bardziej rutyną niż przyjemnością.

SZAMPON
  • Yves Rocher Volume
  • Sylveco Balsam myjący z betuliną
ODŻYWKA:
  • Garnier avokado i masło karite
MASKA:
  • Biovax, Diamond
OLEJ:
  • z orzechów włoskich
ZABEZPIECZANIE:
  • serum Schwarzkopf Cavair+ Hair Renew
SUPLEMENTY:
  • brak



niedziela, 18 czerwca 2017

Zmiany w dbaniu o włosy

Wiem, że w ostatnim czasie jest mnie bardzo mało na blogach, ale mój wolny czas został mocno ograniczony. Nadal jednak lubię dbać o włosy i do Was zaglądać ;) Choć od początku "włosomaniactwa" dużo zmieniło się w moim podejściu do włosów.

Mysie włosy są super.
Przez wiele lat farbowałam włosy w poszukiwaniu idealnego odcienia. Przygodę z farbowaniem rozpoczęłam krótko po skończeniu gimnazjum. Z jakiego powodu? Uważałam wtedy, że mam brzydki kolor włosów, który niczym się nie wyróżnia. Byłam przecież szatynką, więc nie mogłam mieć ładnego koloru. I tak właśnie rozpoczęła się cała machina poszukiwania wymarzonego odcienia włosów. Po latach jednak okazało się, że to co jest naturalne, jest najlepsze.
Gdy zakładałam tego bloga byłam zakochana w mysich włosach. Stąd też wziął się pomysł na nick. "Souris", to nic innego jak po francusku mysz ;) Po ponad dwa i pół roku zapuszczania naturalnego koloru moja fascynacja wcale nie zmniejszyła się - nadal uwielbiam naturalne, myszowate odcienie.
Jeszcze nie wróciłam w pełni do naturalnego odcienia, ale jest go już zdecydowanie więcej niż farbowanej części. Wypłukane, rude końce przestały mi nawet przeszkadzać. W naturalnych włosach fajne jest to, że kolor w różnym świetle wychodzi inaczej, czasem ciężko go uchwycić.

Szampon do włosów nie musi być mocny.
Bardzo długo nie wyobrażałam sobie mycia włosów łagodnym szamponem - wiele razy próbowałam przekonać się do łagodnych myjadeł, ale nigdy nie byłam z nich zadowolona -nie czułam wystarczającej świeżości włosów. Po latach prób jednak dotarłam do momentu, w którym mogę przez kilka dni z rzędu myć włosy łagodnym szamponem. Początkowo używałam mocnego i łagodnego szamponu na zmianę, z biegiem czasu coraz częściej wydłużałam przerwę od silniejszego szamponu. Myślę, ze zarówno ja jak i moje włosy potrzebowaliśmy przyzwyczajenia się do łagodnego szamponu- cieszę się ze wreszcie się to udało, choć zajęło mi to dużo czasu ;)

Mogę nosić związane włosy.
Kiedyś nosiłam włosy wyłącznie rozpuszczone, bo w takich czułam się najlepiej. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, ze podczas bad hair days, kiedy musiałam związać włosy czułam się fatalnie: byłam zła i rozdrażniona. Obecnie nadal wole siebie w rozpuszczonych włosach, ale nie nosze ich na sile rozpuszczonych. Gdy włosy maja gorszy dzień po prostu je związuje i już nie powoduje to mojego gorszego nastroju. Myślę, że ten punkt wynika po prostu z zaakceptowania siebie ;)

 
Nie muszę myć codziennie włosów.
Kiedyś, nawet gdy cały dzień spędzałam w domu lub gdy leżałam w łóżku chora czy tez zaspałam i nie miałam czasu - i tak musiałam umyć włosy. Nie było opcji żebym wyszła w nieumytych włosach na zewnątrz czy żebym w ogóle poruszała się po domu w nieświeżych włosach. Obecnie nadal z zasady myje włosy codziennie, ale nie jest to już tak restrykcyjne. Potrafię nie umyć jednego dnia włosów i nawet wyjść tak do sklepu - nie czując się przy tym źle. Jeszcze jakiś czas tamu było to w ogóle nie do pomyślenia ;)

Zdrowe odżywianie to podstawa.
W całej swojej historii zapuszczania włosów i próbowania różnych suplementów przyśpieszających porost włosów nie osiągnęłam tak dobrego wyniku w przyroście jak podczas.. picia koktajlu z pietruszki! Koktajl piłam systematycznie przez cały kwiecień, w maju i czerwcu nie stosowałam już żadnych suplementów. Tymczasem zdjęcie po lewej stronie zostało zrobione 7 maja, a to po prawej stronie - 9 czerwca! Jestem bardzo zaskoczona tak dużym przyrostem i mi samej jest w niego ciężko uwierzyć ;) Myślę jednak, że mogę ten przyrost zawdzięczać właśnie koktajlowi z pietruszki, który przecież zawiera wiele cennych właściwości.

Moje włosy wreszcie urosły.
Długo nie potrafiłam odbić się od granicy włosów do ramion. Usilnie chciałam zapuścić włosy, jednak widząc zbyt wiele rozdwojeń od razu biegłam do fryzjera. Nie raz z 1 cm robiło się 5 cm, a ja cofałam się z zapuszczaniem o kilka miesięcy. Jakiś czas temu jednak zawzięłam się i nie podcinałam włosów przez 8 miesięcy. Uważam to za przełom, ponieważ dzięki temu udało mi się zapuścić dłuższe włosy. Okazało się, że włosy długości do ramion najszybciej się niszczyły - końcówki ocierały się o ramiona, szalik i w ten sposób dużo częściej i mocniej ulegały rozdwojeniom. Teraz, gdy włosy urosły już nie niszczą się tak mocno i szybko - niestety nadal zauważam u siebie rozdwojone końcówki, które czasem sama podcinam nożyczkami, jednak znów planuję przetrzymać włosy i podciąć je dopiero po lecie.

sobota, 27 maja 2017

PODSUMOWANIE MIESIĄCA - MAJ

Majowa pielęgnacja włosów minęła klasycznie, bez większych zmian i wpadek. Jak zwykle włosy nosiłam rozpuszczone, jednak nie zwracałam na nie zbyt wiele uwagi. Starałam się jednak suszyć je wyłącznie zimnym nawiewem i myślę, że latem będzie udawało mi się to zdecydowanie częściej ;)



SZAMPON
  • Yves Rocher Volume
  • Sylveco Balsam myjący z betuliną 
W maju głównie myłam włosy balsamem Sylveco. Najczęściej nakładałam odżywkę przed myciem, następnie zmywałam ją balsamem. Oczywiście czasem też odżywkę nakładałam na koniec mycia. Ta metoda sprawdziła się na tyle fajnie, że tylko kilka razy w miesiącu czułam potrzebę użycia silniejszego szamponu (YR). Cieszę się, że coraz bardziej przekonuje się do łagodniejszego mycia włosów zachowując przy tym ich świeżość.

ODŻYWKA:
  • Fructis, Oleo Repair
Odżywkę kupiłam kiedyś na szybko podczas zakupów w Rossmannie, ale myślę, że już do niej nie wrócę. Opakowanie wystarczyło mi jedynie na miesiąc, było średnio wygodne, a sama odżywka nie rzuciła mnie na kolana.


MASKA:
  • Biovax, Keratyna i jedwab
W maju wykończyłam maskę Biovax, nie mam w tej chwili żadnego proteinowego zapasu w maskach, więc myślę, że w kolejnym miesiącu do emulgowania oleju zużyję odżywkę keratynową Schwarzkopf. Maskę keratyna i jedwab używałam w dni, w które olejowałam włosy.

OLEJ:
  • z orzechów włoskich
Raz w tygodniu nakładałam na włosy olej z orzechów włoskich, to już u mnie rutyna ;)

ZABEZPIECZANIE:
  • serum Schwarzkopf Cavair+ Hair Renew
Nadal zabezpieczam końcówki włosów serum Schwarzkopf.

SUPLEMENTY:

Po kwietniu, miesiącu intensywnej zdrowej koktajlowej diety w maju totalnie odpuściłam suplementowanie. Wyrobiłam w sobie jednak zdrowe, żywieniowe nawyki więc myślę, że mój organizm był mi trochę wdzięczny. Mogłabym co prawda odpuścić jedzenie czekolady, ale... dopóki moja waga nie pokazuje niepożądanych cyfr nie mam w sobie wystarczającej motywacji ;)

poniedziałek, 15 maja 2017

PODSUMOWANE MIESIĄCA - MARZEC I KWIECIEŃ

Już połowa maja, a ja jeszcze nie zdążyłam opublikować marcowego i kwietniowego podsumowania pielęgnacji!  W ramach wyjaśnienia napiszę tylko, że od początku roku bardzo dużo zmieniło się w moim życiu i teraz, gdy już uporządkowałam kwestie osobiste i zdrowotne to zmieniam te służbowe. Cóż.. niewątpliwie rok 2017 zapamiętam na całe życie. Mam jedynie nadzieję, że stres, który nie chce się ode mnie odczepić ;) nie odbije się na moich włosach. Staram się zdrowo odżywiać, ale myślę, że same wiecie, jak emocje wpływają na organizm. Cóż na razie jednak niepokojących objawów na szczęście nie widzę ;)
Marcowa pielęgnacja włosów minęła klasycznie, czyli spokojnie trzymałam się swojego pielęgnacyjnego, minimalnego planu nie próbując nowości. W kwietniu natomiast zapisałam się do akcji "30 dni dla włosów", dzięki czemu moja pielęgnacja była bardziej bogata. Włosy układały się  przyzwoicie, oczywiście miały swoje gorsze i lepsze dni- ale w ostatnim czasie na nie nie narzekam. Grzywka dalej rośnie, a ja w zależności od kaprysu, czasem noszę przedziałek na środku głowy, innym razem zaczesuję go na bok lub zakładam grzywkę za ucho.

SZAMPON
  • Yves Rocher Volume
  • Sylveco Balsam myjący z betuliną 
  • Schwarzkopf Cavair+ Hair Renew
W marcu zużyłam opakowanie Balsamu myjącego z betuliną, który spisywał się naprawdę super. W kwietniu miałam w planach używać szamponu Schwarzkopf Caviar, a następnie kupić nowe opakowanie balsamu, ale nie wytrzymałam widząc przypadkiem w drogerii Sylveco - oczywiście wylądował w moim koszyku ;) Tym sposobem w kwietniu używałam trzech szamponów.

ODŻYWKA:
  • Biovax BB, avokado i bambus
Lubię wracać do odżywek z serii Biovax BB, ponieważ świetnie sprawdzają się na moich włosach. Wersję avokado i bambus już kiedyś miałam i teraz również- spisała się super. Odżywka wystarczyła mi na dwa miesiące.

MASKA:
  • Biovax Keratyna i jedwab
Po wykończeniu wszystkich masek, które miałam w zapasie postanowiłam kupić proteinową maskę Biovax. Lubię emulgować olej maskami, które zawierają proteiny.

OLEJ:
  • z orzechów włoskich
W marcu nie zmieniłam nic w kwestii olejowania i nadal, nakładałam olej raz tygodniu na suche włosy. Po jakiś dwóch godzinach zmywam go szamponem Yves Rocher. W kwietniu, w związku z zapisaniem się do akcji : 30 dni dla włosów olej z orzechów lądował na moich włosach co trzy- cztery dni. Efekt: ładnie nawilżone włosy. Jednak z perspektywy czasu wiem, że zbyt częste olejowanie nie służy moim włosom - jeszcze kilka takich częstych "olejowań" i zwyczajnie przeciążyłabym włosy.

ZABEZPIECZANIE:
  • serum Schwarzkopf Cavair+ Hair Renew
Zauważyłam, ze moje końcówki nadal rozdwajają się w błyskawicznym tempie i doszłam do wniosku, że może winowajcom jest serum zabezpieczające końcówki. Nadal uważam, że serum Kerastase jest świetne, ale może po prostu po tak długim czasie użytkowania straciło swoje właściwości! W zapasie miałam akurat serum wielozadaniowe Schwarzkopf, które postanowiłam wypróbować. To dopiero dwa miesiące więc nie mogę powiedzieć zbyt wiele - ale na razie wiem, że na pewno nie obciąża włosów.

SUPLEMENTY:
  • Ashwagandha
  • koktajl z pietruszki
  • wcierka Jantar
Po kilku miesiącach przerwy od suplementów wróciłam do wspomagania organizmu od wewnątrz. Wybór padł na Ashwę, którą brałam przez ostatnie dwa miesiące. O właściwościach Ashwagandhy więcej pisałam w tym poście. Koktajl z pietruszki piłam systematycznie przez cały kwiecień. Udało mi się również zużyć wcierkę Jantar, która kurzyła się w mojej szafie od dłuższego czasu.

A jak Wasza pielęgnacja włosów w ostatnich miesiącach? ;)

niedziela, 30 kwietnia 2017

PODSUMOWANIE AKCJI - 30 DNI DLA WŁOSÓW

Udział w akcji 30 dni dla włosów zorganizowanej przez Anwen było genialnym pomysłem! O włosy dbam od dłuższego czasu i wyrobiłam już w sobie zdrowe nawyki, ale w ostatnim czasie brakowało mi motywacji do większego zatroszczenia się o włosy. Takie wspólne akcje, potrafią naprawdę porządnie zmotywować do działania.
W planie było:
  • zużycie wcierki Jantar
  • zażywanie Ashwagandhy
  • picie koktajlu z pietruszki
  • zabezpieczanie końcówek silikonowym serum
  • olejowanie włosów
Czy udało mi się zrealizować plan? Tak, tak i jeszcze raz tak! Z czego niezmiernie się cieszę.

WCIERKA JANTAR
Wcierka kurzyła się już bardzo długo w mojej szafie, a ja robiłam do niej najróżniejsze podchody najczęściej zakończone negatywnym skutkiem. Tym razem było inaczej - udało mi się zużyć opakowanie do końca (miałam niecałe pół butelki).

ASHWAGANDHA
Problemu z zażywaniem Ashwagandhy nie miałam żadnego, nie pominęłam ani jednego dnia. O właściwościach Ashwy możecie poczytać tutaj.

KOKTAJL Z PIETRUSZKI
Szczerze mówiąc nie sądziłam, że koktajl z pietruszki może być taki pyszny! Dzielnie piłam go codziennie, przez trzydzieści dni. Cieszę się, że byłam w tym konsekwentna i nie pominęłam ani jednego dnia. Przez pierwsze dwa tygodnie koktajl składał się z: natki pietruszki, jabłka i cytryny. Po czternastu dniach jednak ta wersja znudziła mi się i zmieniłam skład na: natkę pietruszki, jabłko i banana. W ostatnich dniach do koktajlu dorzucałam kiwi. Koktajl czasem zabierałam do pracy i muszę Wam powiedzieć, że zaraziłam nim współpracowników ;) Podobno jest również smaczny z gruszką, ale ja jeszcze nie próbowałam.
SILIKONOWE SERUM
Serum Szwarzkopf lądowało na moich końcówkach codziennie, to już taki nawyk jak z nakładaniem filtra na twarz ;) - nie wyjdę z domu ani bez nałożenia na końcówki serum ani bez zaaplikowania na buźkę kremu z filtrem.

OLEJOWANIE WŁOSÓW
Olejowanie włosów należy także do moich rutynowych zabiegów - od bodajże trzech lat nakładam olej co najmniej raz w tygodniu i chyba w tym czasie nie miałam żadnej dłuższej przerwy ;) A przynajmniej nie przypominam sobie takiego momentu. W kwietniu jednak udało mi się olejować włosy dwa razy w tygodniu. Z braku wolnego czasu czasem zdarzało mi się nakładać go na całą noc. Z moich obserwacji wynika, że czasem faktycznie można zwiększyć częstotliwość olejowania, które ładnie nawilża i sprawa, że włosy są bardziej błyszczące, ale jednak na dłuższą metę na moich włosach to nie sprawdzi się. Zbyt częste olejowanie przeciąża moje włosy i sprawia, że są smętne. Miesiąc częstszego olejowania był ok, ale teraz już wracam do nakładania oleju raz w tygodniu.
Tak jak już wspominałam na początku postu - jestem bardzo zadowolona z udziału w tej akcji. Cieszę się z mojej systematyczności i myślę, że włosy dostały w tym miesiącu wiele dobrego. Zresztą nie tylko włosy, bo przede wszystkim natka pietruszki jest bardzo zdrowa i zawiera wiele cennych witamin, dlatego myślę, że cały organizm na tym zyskał ;) Dzięki temu zrodził mi się nowy plan na kolejny miesiąc, ale o szczegółach napiszę troszkę później.
Przez miesiąc włosy urosły o 1,2cm. Na początku kwietnia pasmo kontrolne z grzywki miało 19 cm, teraz ma 20,2cm. 

wtorek, 11 kwietnia 2017

SYLVECO BALSAM MYJĄCY Z BETULINĄ

Pierwsze opakowanie Balsamu myjącego z betuliną marki Sylveco wpadło w moje ręce dość dawno i nic wtedy nie zapowiadało, że ten szampon stanie się moim hitem! Tymczasem, zużyłam już kolejne opakowanie i zapewne kupię następne.
Jestem przewrażliwiona na punkcie czystości włosów, które myję codziennie i to w dodatku silnym szamponem (zawierającym w składzie ALS). Próbowałam to zmienić i znaleźć delikatniejszy odpowiednik, jednak wszystkie moje próby polubienia się z łagodnym szamponem kończyły się niepowodzeniem, aż do momentu trafienia na Balsam Sylveco. Na początku używałam mocniejszego i słabszego szamponu na zmianę, od niedawna myję łagodniejszym szamponem dwa, trzy dni z rzędu, a nawet przymierzam się do próby mycia włosów co dwa dni.

Balsam myjący z betuliną ma wiele plusów, przede wszystkim lubię go za jego delikatny skład, który nie ma prawa wysuszać włosów. 

Bardzo ładnie się pieni, co zdecydowanie ułatwia mycie włosów. Odkąd panuje moda na kosmetyki naturalne jest go zdecydowanie łatwiej kupić - nie tylko w internetowych drogeriach i aptekach, ale również w zielarniach, których jest coraz więcej. Jest dość drogi za 300 ml zapłacimy około 28zł, ale jest też plus - jest bardzo wydajny. Niewielka ilość naprawdę ładnie umyje nam włosy. Nie plącze ich, a wręcz przeciwnie - ułatwia rozczesywanie włosów. To jeden z niewielu szamponów, którym można umyć włosy, nie nałożyć odżywki, a one i tak są nawilżone i wyglądają ładnie. Jest delikatny, łagodny i nie obciąża włosów. Dla mnie ten szampon jest naprawdę bardzo dobry i uwielbiam do niego wracać - mimo, że nie odważę się zmywać nim oleju. Zdaję sobie jednak sprawę, że jestem po prostu wybredna i wiele osób używa tego szamponu i codziennie i z powodzeniem zmywa nim oleje.

Cieszę się, że wreszcie trafiłam na łagodny szampon, z którego jestem zadowolona i po którym mam uczucie świeżości i domycia włosów. Balsam Sylveco, obok szamponu Yves Rocher Volume jest moim ulubieńcem. 

czwartek, 6 kwietnia 2017

ASHWAGANDHA

Ashwagandha to popularne przede wszystkim w medycynie ajurwedyjskiej zioło, które ma wiele cennych właściwości. Pierwszy raz usłyszałam o nim jakiś rok temu, od moich koleżanek zainteresowanych naturalną medycyną. Dziewczyny bardzo zachwalały ten suplement, dlatego postanowiłam go wypróbować, a że spisał się świetnie - co jakiś czas do niego wracam.
Ashwagandha zwana jest inaczej indyjskim żeń szeniem, rośnie przede wszystkim w Indiach, jest krzewem, który osiąga do 150 cm wysokości, ma zielone kwiaty oraz czerwone owoce (jagody). Wykorzystywane są przede wszystkim korzeń oraz owoc.

Ashwagandha ma wszechstronne i pozytywne zastosowanie dla całego organizmu, dlatego lubię sięgać po ten suplement. 
  • Przyśpiesza porost moich włosów, sprawia, że są mocniejsze i powoduje wysyp babyhair.
  • Wzmacnia układ odpornościowy, dodaje sił i energii. Chroni organizm i działa przeciwzapalnie.
  • Zwiększa wydolność fizyczną, dlatego też polecana jest sportowcom.
  • Wspomaga układ nerwowy - przydatna jest w stanach zwiększonego stresu. Działa uspokajająco i wyciszająco, stabilizuje emocje,  pomaga zapewnić zdrowy sen oraz poprawia pamięć i koncentrację.  
  • Działa odmładzająco - spowalnia procesy starzenia się i opóźnia siwienie włosów. 
  • Reguluje układ hormonalny, polecana jest przy problemach z tarczycą. 
Zawsze wybieram sprawdzonego producenta. Ze względu na silniejsze działanie decyduję się na ekstrakt z korzenia Ashwagandhy - firmy Swanson (jedna kapsułka zawiera 250mg i jest to zalecana dzienna dawka).

sobota, 1 kwietnia 2017

30 DNI DLA PIĘKNYCH WŁOSÓW

Gdy zobaczyłam akcję u Anwen  30 dni dla pięknych włosów, w pierwszej chwili pomyślałam, że nie będę brała w niej udziału, bo przecież już jakiś czas temu wyrobiłam w sobie zdrowe, pielęgnacyjne nawyki. Później jednak, uświadomiłam sobie, że mogę zrobić coś więcej. Coś, co zawsze chodziło mi po głowie, a nigdy nie miałam w sobie wystarczającej motywacji. 
Mam na myśli tu przede wszystkim wcierki. Jantar już od dłuższego czasu leży w szafie, a ja raz po raz spoglądam na niego obiecując, że może tym razem uda mi się nakładać go na skórę głowy. Oczywiście moja motywacja opada po jednym dniu, rzadziej z powodu braku czasu, a zdecydowanie częściej ze zwykłego lenistwa czy zapominalstwa. 30 dni to nie dużo, a jeśli będę miała w głowie wspólną akcję, może odczuję większą motywację i dam radę wytrwać w miesięcznym postanowieniu wcierania Jantaru. 

Przeglądając propozycję Anwen dostrzegałam koktajl z pietruszki i wiedziałam od razu, że chcę go wypróbować! W ostatnim czasie dużo kombinuję z zielonymi koktajlami, jak wiadomo pietruszka ma wiele cennych właściwości więc mam nadzieję, że zagęści moje włosy, rozjaśni cerę oraz wpłynie pozytywnie na cały organizm. 

Kwiecień będzie również drugim miesiącem w którym będę brała Ashwagandhę. Zabezpieczanie końcówek silikonowym serum i olejowanie włosów raz w tygodniu również weszły mi już w nawyk, więc po prostu dalej będę trzymała się swoich schematów.

Akcja rozpoczęła się 1 kwietnia i potrwa do 30 kwietnia. Mam nadzieję, że za miesiąc będę mogła pochwalić się ładnym przyrostem, bowiem znów bardzo marzą mi się długie włosy.
Pasmo kontrolne (grzywka): 19 cm
Przyłączyłyście się również do akcji? ;)

wtorek, 21 marca 2017

2,5 ROKU BEZ FARBOWANIA


W marcu minęło dwa i pół roku od ostatniego farbowania włosów. Nawet nie wiem kiedy ten czas zleciał! Z perspektywy czasu wiem, że zapuszczanie naturalek wcale nie było trudne, tzn. najgorsze były początki, o czym już kilkakrotnie wspominałam na blogu. Wtedy to pojawiało się najwięcej wątpliwości i pytań... 
Granica między farbowanymi włosami, a naturalkami jest bardzo trudna do uchwycenia. Włosy od spodu są już całkowicie w naturalnym kolorze, natomiast wierzchnia warstwa, która jest dłuższa - pamięta czasy farbowania na rudo. Ponadto słońce rozjaśnia włosy, co też powoduje stapianie się kolorów. Po przyłożeniu końcówek do czubka głowy - widać dużą różnicę kolorystyczną, ale już przy rozpuszczonych włosach (a takie praktycznie noszę przez cały czas) różnica ta nie rzuca się w oczy, a powiedziałabym nawet, że ma swój urok. Ciemne włosy od spodu mieszają się z rozjaśnionymi końcówkami. Cały efekt wygląda bardzo naturalnie i w zależności od światła czasem różnicy w ogóle nie widać, a  innym razem widać łagodne przejście od ciemnych do jasnych.
Nadal jestem bardzo zadowolona z podjętej dwa i pół roku temu decyzji. Naturalny kolor bardzo mi się podoba i przede wszystkim dobrze się w nim czuję. Natura jednak nie pomyliła się, mogę jedynie żałować, że tak późno zdecydowałam się na powrót do swojego koloru. Przez długi czas szukałam idealnego odcienia swoich włosów, farbując raz na różne kolory, a okazało się, że najbardziej pasuje mi to, co po prostu jest naturalne. Kondycja włosów zdecydowanie poprawiła się, a w dodatku moje wizyty u fryzjera ograniczają się tylko do okazjonalnego podcinania końcówek. Dodatkowo zauważyłam, że moje włosy są bardziej gęste i błyszczące. Zdecydowanie też nie są takie suche, jak były za czasów farbowania.
Obecnie nie widzę już żadnych minusów powrotu do naturalek. Mam nadzieję, że jeszcze długo będę mogła cieszyć się naturalnym kolorem, a siwe włosy będą pojawiały się sporadycznie i jeszcze nie będą rzucały się w oczy.


niedziela, 12 marca 2017

WIOSENNA REGENERACJA!

Już za kilka dni pierwszy dzień wiosny, a to najwyższy czas by obudzić się z zimowego snu i w pełni wrócić do zdrowych nawyków. Gdzieś tam miałam je w głowie, ale w ostatnim czasie inne kwestie zdominowały moje myśli. Na szczęście sprawy, które najbardziej mnie martwiły wyprostowały się. Ostatnie miesiące pełne stresu - mimo wszystko odbiły się na mojej kondycji, obawiam się również  wypadania włosów czy łamania paznokci więc żeby temu zapobiec i w pełni odzyskać utraconą w ostatnim czasie energię zamierzam zadbać o siebie ze zdwojoną siłą.

Nie będzie to rewolucyjny plan wiosennych zmian, a raczej powrót do tego, co kiedyś robiłam oraz uporządkowanie nowości, które już wprowadziłam do swojego życia. 

Plan jest następujący:

1. Woda z cytryną. Codziennie rano, zamiast wielkiego kubka kawy, wracam do picia gorącej wody z cytryną. Kiedyś to był mój rytuał, później o nim zapomniałam i zaczynałam dzień od kawy. Początek przestawienia się będzie trudny, ale dam radę, ponieważ wiem, że to szybko wchodzi w nawyk, a woda z cytryną wypita na czczo ma wiele pozytywnych właściwości. Przede wszystkim wzmacnia organizm, sprawia, że nie choruję oraz działa oczyszczająco. 

2. Woda. Muszę również wrócić do picia większych ilości wody. Właściwie nie piję żadnych napojów gazowanych ani soków, ale w ostatnim czasie zdecydowanie za mało piłam.

3. Słodycze i niezdrowe jedzenie. Przyznaję się bez bicia, że w ostatnim czasie codziennie jadłam czekoladę, a na obiad głównie gotowałam coś na szybko lub odgrzewałam gotowce. Często zdarzało mi się jeść na mieście fast foody. Moja waga co prawda aż tak bardzo na tym nie ucierpiała, ale brakuje mi energii i wiecznie czuję się zmęczona. Wracam do gotowania mniej kalorycznych i zdrowszych potraw, a czekoladkę zostawiam na weekendy. Jestem czekoladomaniaczką, więc nie jestem w stanie z niej całkowicie zrezygnować ;) Częściej będę kombinowała z zielonymi koktajlami: jarmuż, szpinak to same pyszności, które mają wiele cennych właściwości. Muszę natomiast mniej jeść błonnika, moje ulubione płatki zbożowe zamierzam jeść sporadycznie, a nie tak często jak do tej pory.


4. Ashwagandha to suplement, który kiedyś stosowałam, i do którego chciałam wrócić. Przez chwilę myślałam też o Triphali, ale Ashwa jest zdecydowanie wygodniejsza, więc wybrałam łatwiejszą opcję. Nadal zależy mi na długich włosach dlatego też postanowiłam ponownie skorzystać z suplementów, które przyśpieszą porost. Do tego chcę je wzmocnić od środka i zapobiec wypadaniu. Dobrze byłoby zużyć również wcierkę Jantar, która kurzy się w szafie, ale jak siebie znam - wiem, że z tym będzie największy problem.. 

5. Minimalizm w pielęgnacji włosów i kosmetykach. Faza na mnóstwo różnorodnych kosmetyków już mi na szczęście minęła, jednak ostatnio kupowałam produkty do pielęgnacji i włosów i twarzy trochę na oślep. I tak okazało się, że mam trzy odżywki emolientowe i żadnej z proteinami. Podobnie z kremami do twarzy. Wiosenne postanowienie to powrót do: dwóch odżywek, jednego kremu itp. Ale najpierw - muszę zużyć wszystkie zapasy.

6. Siłownia. Od Nowego Roku regularnie chodzę na siłownię. Myślę, że to była jedna z lepszych decyzji w ostatnim czasie: wysiłek fizyczny naprawdę pomaga w problemach i nie jest to przereklamowane. Będąc na siłowni całkowicie wyłączam myślenie, wsłuchuję się w ulubioną muzykę i nie widzę innych ludzi. Myślałam, że zapisuje się tylko na miesiąc - dwa, teraz jednak bieganie i ćwiczenia tak mnie wciągnęły, że postanowiłam podpisać umowę na cały rok. Na siłownię chodzę dwa lub trzy razy w tygodniu i zamierzam się tego nadal trzymać.

7. Rozciąganie to coś o czym często zapominamy. Zdążyłam już złapać niewielką na szczęście kontuzję przez słabe rozciąganie, dlatego zdecydowanie muszę nad nim popracować. Chociaż kilka minut dziennie wyginania się, zdecydowanie powinno pomóc.

Wszystkie powyższe punkty powinny wpłynąć pozytywnie zarówno na przyśpieszenie porostu włosów, wzmocnienie ich oraz odzyskanie sił i pozytywnej energii.
A Wy, macie jakieś wiosenne postanowienia? ;)

wtorek, 28 lutego 2017

PODSUMOWANIE MIESIĄCA - LUTY

Do północy zostały jeszcze niecałe trzy godziny, więc cieszę się, że zdążę opublikować chociaż jeden post w lutym. Mimo, że długo nie było mnie na blogach, nie zapomniałam o dobrych nawykach pielęgnacyjnych, więc zapraszam do małego podsumowania miesiąca.

SZAMPON
  • Yves Rocher Volume
  • Sylveco Balsam myjący z betuliną
Długo nie wytrzymałam bez swojego ulubionego szamponu zwiększającego objętość. Mimo posiadania szamponów w zapasie, YR i tak musi stać na łazienkowej półce. Tak wiem, to już uzależnienie ;) Tradycyjnie, używam go na zmianę z drugim szamponem - nadal próbuję zużyć Balsam myjący Sylveco - jest bardzo wydajny!

ODŻYWKA:
  • Schwarzkopf Essence Ultime Omega Oil
Bardzo przyjemna, emolientowa odżywka, którą nakładam codziennie po umyciu włosów. Nie obciąża, ładnie nawilża, w sam raz do codziennego użytku.

MASKA:
  • Schwarzkopf Essence Ultime Caviar+ Hair Renew
Do emulgowania oleju lubię używać produktów zawierających proteiny. W skład maski Schwarzkopf wchodzi hydrolizat perły i ekstrakt z kawioru, które fajnie wpływają na moje włosy. W ogóle zauważyłam, że kawior bardzo pozytywnie działa na moich włosach. 

OLEJ:
  • z orzechów włoskich
Raz w tygodniu nakładałam na włosy olej z orzechów włoskich - czyli w kwestii olejowania nic się nie zmieniło.

ZABEZPIECZANIE:
  • serum Kerastase 
SUPLEMENTY:
  • brak
Luty był kolejnym stresującym miesiącem w moim życiu, więc cieszę się, że chociaż kondycja włosów zbytnio na tym nie ucierpiała. Nie mam problemów z wypadaniem, poza kilkoma BHD układały się raczej przyzwoicie. Jedynie końcówki włosów były mocno rozdwojone- rozdwojony był prawie każdy włos - dlatego zdecydowałam się na kolejne podcięcie w tym roku. Chyba przez nadmiar innych spraw na głowie nawet nie przejęłam się zbytnio tymi kilkoma centymetrami.. Myślę, że powodem tych mocnych zniszczeń była po prostu zima i zaplątywanie włosów w kurtkę/szalik lub, jak mi ktoś zasugerował - maszynka, którą ostatnio miałam podcinane włosy nie była zbyt ostra. Włosy są w lepszej kondycji i mogę je znów zapuszczać.

A jak Wasza pielęgnacja włosów w lutym? ;)


poniedziałek, 30 stycznia 2017

PODSUMOWANIE STYCZNIA

W styczniu włosy miały kilka kaprysów, wtedy wiązałam je w wysoki kucyk lub zaplatałam warkocz na bok. Nie urosły za dużo, ale nie stosując przyśpieszaczy, nie mogłam oczekiwać cudów. Jedynie grzywka mocno podrosła i mogę bardziej z nią kombinować. W ostatnim czasie często wyszukuję zdjęć długich i prostych włosów, które są dla mnie inspiracją.



SZAMPON
  • Schwarzkopf Essence Ultime Caviar+ Hair Renew
  • Sylveco Balsam myjący z betuliną
Niestety zużyłam już całe opakowanie mojego ulubionego szamponu o którym pewnie wielokrotnie pisałam - Yves Rocher Volume, a że w zapasie posiadam dwie nowości firmy Schwarzkopf, sięgnęłam po jedną z nich - szampon Essence Ultime z kawiorem. Niby domywa włosy z oleju i odświeża je, ale szczerze mówiąc tęsknię za moim ulubieńcem. Balsamu Sylveco używałam mniej więcej co drugi dzień. 

ODŻYWKA:
  • Biovax BB do włosów zniszczonych
Jak zwykle po codziennym myciu włosów nakładałam odżywkę firmy Biovax, w połowie grudnia zużyłam całe opakowanie avokado, więc sięgnęłam po wersję do włosów zniszczonych, która również dobrze się u mnie sprawdza.

MASKA:
  • Biovax Latte
  • Schwarzkopf Essence Ultime Caviar+ Hair Renew
Do emulgowania oleju nadal używałam maski Biovax Latte lub nowej maski Schwarzkopf Caviar, gdy czułam, że włosy potrzebują protein. Jak na razie maska sprawdza się całkiem fajnie - lubię takie delikatne proteinowe maski.

OLEJ:
  • z orzechów włoskich
W styczniu tradycyjnie nakładałam na włosy olej z orzechów włoskich Byłam w tym konsekwentna i systematyczna. Olejowałam włosy raz lub dwa razy w tygodniu w zależności od potrzeb.

ZABEZPIECZANIE:
  • serum Kerastase 
SUPLEMENTY:

W styczniu nie stosowałam żadnych suplementów przyśpieszających porost włosów i w najbliższym czasie się to nie zmieni ze względów zdrowotnych. Niestety do stosowania wcierek nie mogę się przekonać - albo zapomnę o nałożeniu wcierki albo jestem na to zbyt leniwa - ale cały czas obiecuję poprawę, może w lutym się uda? ;)


sobota, 21 stycznia 2017

MINUSY POWROTU DO NATURALNEGO KOLORU

Ten post leżał w wersjach roboczych od jakiegoś roku. Łatwiej było mi napisać o plusach powrotu do naturalnego koloru niż o jego minusach, pewnie dlatego, że nigdy nie żałowałam podjętej decyzji. Owszem, miałam wątpliwości i to nie jeden raz, ale jednak zawsze plusy przeważały. Nie mniej minusy też są i warto o nich napisać, szczególnie po ponad dwóch latach powrotu do naturalnego koloru.

Siwe włosy, przyszły mi na myśl jako pierwsze, już dawno temu. Pojawią się u każdego wcześniej lub później. Początkowo byłam przerażona, gdy znajdowałam na swojej głowie choć jeden siwy włos. Przyglądałam się włosom i szukałam, czy aby na pewno nie ma jeszcze jednego, żeby szybko go wyrwać. Obecnie już ani nie wyrywam siwych włosów ani ich nie szukam- ważna okazała się tu akceptacja tego faktu; dopóki nie będę rzucały się w oczy nie widzę problemu.

Odrosty, które najczęściej nie wyglądają ładnie. Można spotkać się z opiniami, że są niechlujne, choć mam wrażenie, że odkąd pojawiła się moda na ombre zwiększyła się tolerancja w tym temacie. Warto co prawda ostatni raz pofarbować włosy na kolor zbliżony do naturalek, jednak najczęściej kolor z farbowanych włosów szybko wypłukuje się. Przy jego zapuszczaniu będzie wiele momentów, w których będzie wyglądał lepiej jak i gorzej. Z perspektywy czasu wiem, że najgorsze są pierwsze centymetry. Im odrost jest dłuższy tym wygląda lepiej, ba po dwóch latach już nawet nie wygląda jak odrost ;)

Można spotkać się z opiniami ludzi w stylu "dlaczego nie pofarbujesz włosów?, "jak ty wyglądasz?". Osobiści nigdy nie spotkałam się z jakimiś krytycznymi uwagami na temat moich włosów, choć czasem ktoś rzucił zdanie, że mogłabym pofarbować. Myślę jednak, że najważniejsze jest trzymanie się celu do którego się dąży i otaczanie ludźmi, którzy nas rozumieją i wspierają. Warto zaglądać na blogi czy Wizaż, gdzie dziewczyny zmierzają do tego samego celu co my.

W trakcie powrotu do naturalnego koloru pojawi się wiele ważnych uroczystości w których nie będzie wypadało pojawić się w odrostach. Początkowo trudno było mi zaakceptować fakt, że jak to idę na wesele i przecież nie wypada pojawić się na nim z widocznymi odrostami. Nie można jednak wmawiać sobie, że pofarbuję włosy, a po weselu znów zacznę zapuszczać odrost, ponieważ pojawi się jeszcze wiele okazji (święta, impreza firmowa, czy inne uroczystości) w których będzie się chciało wyglądać "perfect" ;)

Wiem, że dla niektórych naturalny kolor może być przeszkodą. Ja akurat jestem zachwycona swoim kolorem, bardzo mi się podoba i uważam, że do mnie pasuje. Wierzę jednak, że są dziewczyny, które nie czują się dobrze w swoich naturalnych odcieniach, dlatego w ich przypadku powrót do naturalnego koloru nie ma sensu. To przecież my musimy czuć się z sobą dobrze.

sobota, 14 stycznia 2017

DLACZEGO WARTO ZAPUŚCIĆ GRZYWKĘ?

Szczerze mówiąc, gdy zaczynałam zapuszczać grzywkę myślałam, że szybko do niej wrócę. Nie bez powodu w końcu nosiłam ją przez 10 lat ;) Chciałam tylko sprawdzić jak będę się bez niej czuła i szybko wrócić do sprawdzonej i znanej fryzury- byłam w końcu przekonana, że w grzywce mi najlepiej. Wyobraźcie sobie więc moje zdziwienie, gdy okazało się, że bez grzywki czuję się świetnie! 

Jakby nie patrzeć, zmiany w życiu są potrzebne. Czasem obecny wygląd nudzi się kobietom i chcą go odmienić. A już szczególnie wtedy, gdy postanawiają zmienić swoje życie ;) Dzięki zapuszczeniu grzywki na nowo polubiłam swoją fryzurę i czuje się lepiej. 

Brak grzywki to również większa wygoda. Krótką, prostą grzywkę zdecydowanie trudniej ułożyć. Co prawda mam raczej proste włosy, więc nigdy nie miałam jakiś ogromnych kłopotów z jej układaniem, ale zdarzały się dni, gdy pasemka z grzywki żyły swoim życiem. Nie jest też tajemnicą, że grzywka najładniej wyglądała, gdy używałam prostownicy. A jak łatwo się domyślić, codzienne prostowanie grzywki bywało męczące.

Pozostając w temacie układania grzywki - wiele zależy od ścięcia. Szczerze mówiąc rzadko kiedy byłam zadowolona z podcięcia grzywki u fryzjera - najczęściej była za krótka, ale też zdarzało się krzywe cięcie lub zabranie zbyt wielu włosów do grzywki (trzecia opcja była zdecydowanie najgorsza). Jak widać, jestem wybredna, dlatego postanowiłam ścinać grzywkę sama - podcinałam tyle ile chciałam, a nawet jeśli mi coś nie wyszło wolałam być zła na samą siebie. Po tylu latach doszłam do wprawy w ścinaniu grzywki na prosto, jednak nie przepadałam za samym zabiegiem podcinania. Nie było to dla mnie przyjemne zajęcie.

Prosta grzywka na całe czoło zdecydowanie szybciej przetłuszcza się. Gorące lato to najgorszy dla niej okres- gdy myłam włosy rano, a wieczorem wychodziłam, musiałam umyć chociażby samą grzywkę, ponieważ wymagała odświeżenia po całym dniu. Jednak nie tylko lato wzmagało przetłuszczanie, ale i zimą, pod czapką grzywka nie wyglądała świeżo. Dotykanie grzywki również jej nie służyło, a gdy wiatr rozwiewał ja na wszystkie możliwe strony mimowolnie trzeba było ją przeczesać, nierzadko palcami.

Dłuższa grzywka lub jej brak sprawiają również, że mamy więcej możliwości. Możemy nosić przedziałek na środku głowy, gdzie włosy rozchodzą się na dwie równe strony (jest to ostatnio moja ulubiona fryzura). Możemy także ułożyć przedziałek delikatnie na bok lub bardzo mocno z jednej strony czy też zaczesać wszystkie włosy do tyłu - jak widać możliwości jest wiele.

A Wy, lubicie nosić grzywkę?

sobota, 7 stycznia 2017

2016- ROK ZAPUSZCZANIA WŁOSÓW

Minął drugi rok zapuszczania włosów, a ja nie mogę pochwalić się imponującą długością. Cieszę się jednak, że odbiłam się od granicy "włosów do ramion".

Przez pierwszy rok zapuszczania (2015 - podsumowanie) ciągle wracałam do włosów długości do ramion. Uważałam, że są zniszczone i wymagają podcięcia. Z perspektywy czasu wiem, że to był błąd. Taki sam błąd popełniłam w drugim roku zapuszczania, w kwietniu 2016r. - znów ścięłam włosy do ramion. Niemal od razu pożałowałam tego kroku i dało mi to do myślenia. Mniej więcej wtedy też, za radę koleżanek Włosomaniaczek podjęłam decyzję o "zapuszczaniu na siłę"; czyli przede wszystkim nie oglądaniu włosów z każdej możliwej strony i nie wynajdywaniu rozdwojonych końcówek. Postanowiłam wtedy też nie podcinać włosów przez pół roku, ostatecznie okres ten przedłużyłam do 8 miesięcy. Uważam, że był to świetny pomysł. Z perspektywy czasu wiem, że najbardziej niszczą się... włosy długości do ramion; gdy przetrwa się tą barierę, jakoś łatwiej nad nimi zapanować.

I KWARTAŁ 
Już na początku stycznia skróciłam włosy o kilka centymetrów. Uważałam, że końcówki są mocno rozdwojone i należy im się podcięcie. W styczniu i marcu piłam Triphalę, która z pewnością wpłynęła na szybszy wzrost włosów.

II KWARTAŁ
W kwietniu znów podcięłam włosy, niestety do długości do ramion. W czerwcu podjęłam jedną z lepszych włosowych decyzji - zapuszczam grzywkę! Prawie przez cały kwartał piłam Triphalę lub łykałam Ashwagandhę. Oleje systematycznie lądowały na moich włosach raz w tygodniu.
III KWARTAŁ
Wyjątkowo w wakacje nie miałam większych włosowych problemów - układały się całkiem nieźle. Suplementy przyjmowałam tylko w lipcu, wtedy też ostatni raz regularnie olejowałam włosy. W sierpniu i wrześniu miałam coraz mniej czasu i chęci na pielęgnacje. Trzymałam się jednak zdrowych  nawyków.

IV KWARTAŁ
Jesień i zima to również trudne okresy dla włosów - wiatr i mróz nie sprzyjają ładnym fryzurom. Jako wielbicielka rozpuszczonych włosów odkryłam jednak fryzurę, w której czułam się w miarę dobrze - warkocz na bok- nie raz to uczesanie ratowało moją fryzurę. W ostatnim kwartale również nie stosowałam żadnych suplementów, natomiast starałam się wrócić do regularnego olejowania. Nadal trzymałam się "zapuszczania na siłę".

Nie osiągnęłam co prawda swojego włosowego celu na rok 2016, czyli zapuszczenia włosów do linii od zapięcia stanika, jednak sama jestem sobie winna - poza zbyt dużym podcięciem w kwietniu, nie byłam też wytrwała w stosowaniu metod przyśpieszających porost włosów. 
Cieszę się jednak, że odbiłam się od tej mojej nieszczęsnej granicy "włosów do ramion".
Na początku stycznia postanowiłam udać się do salonu fryzjerskiego, na podcięcie końcówek. Bardzo bałam się, że fryzjerka podetnie mi za dużo włosów i znów wrócę do długości do ramion. Długo zastanawiałam się do którego salonu powinnam pójść i na szczęście wybrałam bardzo dobrze. Włosy zostały skrócone o 1cm, maszynką, na stojąco - a sama fryzjerka powiedziała, że "więcej nie trzeba". Po 8 miesiącach wystarczyło podciąć tylko o 1cm - domyślacie się, jak mnie to ucieszyło. Włosy zostały skrócone o niewiele, natomiast ja różnicę widzę ogromną - układają się bardzo ładnie i w ogóle są ostatnio miłe i śliskie w dotyku. Aż chce się o nie jeszcze bardziej dbać ;)
Dzięki temu, już na początku 2017 roku mogę pochwalić się dłuższymi włosami w ciągu tych dwóch lat - i co najważniejsze - znów, przez co najmniej pół roku nie zamierzam ich podcinać! 


niedziela, 1 stycznia 2017

PODSUMOWANIE, PLANY I URODZINY BLOGA

1 stycznia to dobra okazja do nowych postanowień i rozmyśleń. Jeszcze 1,5 miesiąca temu byłam pewna, że w Nowy Rok wejdę pełna energii i szczęścia. Stało się jednak inaczej - końcówka Starego Roku nie była dla mnie zbyt łaskawa. Nie zamierzam jednak patrzeć na cały rok przez pryzmat ostatnich wydarzeń. 
Czasem trzeba zatrzymać się na dłuższą chwilę w miejscu, w którym się znalazło i trochę tu postać; bez planów, marzeń i celów. Z włosami jest podobnie. "Bad hair days" trzeba przeczekać, a nie biec od razu po nożyczki czy rzucać nowe kosmetyki w kąt. Każda Włosomaniaczka w końcu wie, że cierpliwość to klucz do uzyskania zdrowych i ślicznych włosów.

Cieszę się, że w 2016 roku nie uległam pokusie pofarbowania włosów. Co prawda w ostatnich miesiącach już w ogóle nie myślałam o farbowaniu, ale zdecydowanie na początku roku przechodziłam wiele kryzysów pod tytułem "farbować czy nie". Myślę, że dopóki siwe włosy nie zaczną rzucać się w oczy- farbowanie mi nie grozi.

Cieszę się również, że nie ścięłam włosów do ramion. Czasem kusi, by pozbyć się całej farbowanej części i zyskać na ich zdrowiu, ale jak na razie bardziej przemawia do mnie chęć posiadania długich włosów. Wytrzymałam całe 8 miesięcy bez podcinania - jak na mnie to bardzo długo.

Jakoś w połowie roku zdecydowałam się na zapuszczenie grzywki, to także był świetny pomysł. Przez ostatnie kilka dobrych lat nosiłam prostą grzywkę, ściętą "od linijki", w której myślałam, że czuję się dobrze. Okazało się jednak, że bez grzywki czuję się jeszcze lepiej. 

Cieszę się również, że znalazłam kosmetyki, które pasują moim włosom. To w 2016 roku zorientowałam się, że włosy lubią minimalizm. Już nie kuszą mnie nowości ani próbowanie różnych metod pielęgnacji - mam swoje sprawdzone sposoby i przy nich zostaję. 

Cieszę się także, że minął już drugi rok w grupie wspólnego zapuszczania włosów. Gdyby nie blog i cała przygoda z włosomaniactwem nie poznałabym wspaniałych Dziewczyn (<3) oraz nie nauczyła się wielu rzeczy i co także ważne - pisanie sprawia mi radość, dlatego cieszę się, że tu zaglądacie.


A dziś, świętuję pierwsze urodziny bloga 
jednocześnie składam Wam najlepsze życzenia
z okazji Nowego Roku. 
Spełnienia tych najważniejszych pragnień i marzeń,
nie tylko włosowych ;)

"KEEP CALM AND LOVE YOURSELF!"